Od kilku tygodni pokazujemy, jak głupie, niesprawiedliwe czy po prostu wzięte z księżyca opłaty i prowizje banki potrafią zafundować swoim klientom. Nie zawsze jednak sama prowizja budzi zastrzeżenia. Często na niepotrzebne koszty mogą narazić klientów zawodne procedury czy opieszałość bankowców. Dzisiaj przedstawiamy właśnie dwie takie historie przesłane przez klientów mBanku i MultiBanku.
Nie masz komórki? Płać za kody Telefon komórkowy ma dziś prawie każdy. Służy nie tylko do rozmawiania czy wysyłania SMS-ów. Telefon mobilny to też przydatne narzędzie do kontaktu z bankami. Można go wykorzystać np. do autoryzowania transakcji dokonywanych w internecie. Jeśli chcemy zrobić przelew, bank na naszą komórkę wyśle specjalny kod, który następnie musimy wklepać w odpowiednim polu. To zwiększa bezpieczeństwo. Nawet jeśli osoba niepowołana zaloguje się na nasze konto, bez kodu wysłanego na naszą komórkę nie wyczyści nam rachunku. Nikt jednak nie może zmuszać do posiadania telefonu. I w tej sprawie napisał do nas pan Robert, klient MultiBanku:
"Bank oferuje hasła jednorazowe SMS-em za darmo. Ale jeśli nie posiada się telefonu komórkowego albo nie chce się być uwiązanym do niego w celu wykonywania przelewów z banku, wspaniałomyślnie można wykupić za 7 zł kartę 50 kodów. Dodanie przelewu do listy, kasowanie przelewu z listy, autoryzowanie przelewu jednorazowego - te wszystkie operacje trzeba potwierdzać hasłami jednorazowymi, czyli tymi z listy".
Tym, co zdenerwowało pana Roberta, nie jest sama opłata za kartę. Nie podoba mu się, że bankowe procedury nie pozwalają autoryzować kodem z karty koszyka przelewów (usługa koszyka przelewów pozwala najpierw zebrać przelewy w jednym miejscu, a potem wysłać je hurtowo).
- Posługując się kodami SMS, mogę wprowadzić do koszyka np. dziesięć przelewów i zatwierdzić cały koszyk jednym SMS-em. Stosując kartę z kodami jednorazowymi, na taką operację muszę przeznaczyć już dziesięć kodów - żali się nasz czytelnik.
Jak dodaje, bank tłumaczy taką procedurę względami bezpieczeństwa. - Ale o tym, że przecież łatwiej stracić telefon komórkowy - może zostać zgubiony, skradziony - niż kartę kodów leżącą w domu, bank już zapomina wspomnieć - kwituje.
1,8 tys. zł za brak dokumentu od banku Druga historia dotyczy pani Małgorzaty, która wzięła kredyt hipoteczny w mBanku. Straciła znacznie więcej niż pan Robert na opłatach za karty z kodami jednorazowymi. W liście do naszej redakcji pisze: "Do czasu, kiedy założę księgę wieczystą, bank podwyższył mi oprocentowanie o 1 pkt proc. oraz nałożył dodatkowe ubezpieczenie w wysokości prawie 200 zł. Łącznie do czasu założenia księgi wieczystej płacę bankowi prawie 600 zł więcej z każdą ratą".
Wniosku do sądu pani Małgorzata jednak nie złożyła. Dlaczego? Najpierw musiała w banku pokazać akt notarialny, żeby bank mógł zrobić kopię i wystawić odpowiednie dokumenty do sądu. "Nie rozumiem, dlaczego sama tego nie mogłam zrobić. Co więcej, bank tego zażądał" - pisze nasza czytelniczka.
Okazało się jednak, że bank ma 30 dni na wystawienie dokumentów, z którymi pani Małgorzata będzie mogła pójść do sądu. - Paranoja, tu chodzi o cztery strony zwykłego dokumentu, w którym bank uzupełni jedną tabelkę - denerwuje się.
Z relacji pani Małgorzaty wynika, że po 30 dniach w jej sprawie nic się nie zmieniło. Napisała reklamację. Po kolejnych 30 dniach, a więc już po dwóch miesiącach od złożenia w banku aktu notarialnego, klientka dowiedziała się, że sprawa jest bardzo skomplikowana i bank potrzebuje kolejnych 30 dni na rozpatrzenie reklamacji.
Miarka się przebrała. Pani Małgorzata opisała swój problem na stronie banku. Poskutkowało. W ciągu tygodnia bank się z nią skontaktował i umówił na spotkanie.
"Czekałam prawie trzy miesiące na cztery kartki, których przygotowanie zajmuje przedstawicielowi banku kilkanaście minut i może to zrobić od ręki. Zapłaciłam już prawie 1,8 tys. zł więcej bankowi składek i ubezpieczeń z powodu jego opieszałości" - pisze rozgoryczona czytelniczka. W rozmowie z "Gazetą" przyznała jednak, że będzie walczyć o odzyskanie pieniędzy.