Napisał do mnie pan Jan, klient banku z Warszawy. "Od pewnego czasu Alior Bank pobiera po 5 zł miesięcznie tytułem opłaty za posiadanie przez klienta karty płatniczej i dodatkowo 4 zł opłaty miesięcznie w sytuacji, gdy Alior nie jest dla danego klienta głównym bankiem".
Chyba że? Klient załapie się na promocję. Warunek? "Na konto musi wpływać miesięcznie przelew na kwotę minimum 2 tys. zł. Ostatnio zdziwiłem się bezbrzeżnie, bo przelewając taką kwotę, w kilku przelewach zostałem wykluczony z promocji i musiałem zapłacić dodatkowe 4 zł za kartę. Smutne to".
Klient, choć wpłacił tyle pieniędzy, ile życzył sobie bank, został ukarany wyższą prowizją za kartę. Gdyby przelał identyczną kwotę, ale jednym przelewem, korzystałby z czterozłotowej ulgi. Czy ma rację. Zapytałem o to biuro prasowe banku.
"W Taryfie Opłat i Prowizji Alior Banku jest zapis mówiący o jednorazowym wpływie w wysokości większym lub równym 2 tys. zł. Uzasadnieniem do wprowadzenia takiego zapisu była chęć premiowania osób, które przelewają do Alior Banku swoje wynagrodzenie. Kilka przelewów w niższej kwocie nie jest standardem rozliczeń pomiędzy pracodawcą i pracownikiem. Z praktyki banku wynika, że w większości przypadków są to płatności niezwiązane z taką relacją".
Podobne limity nałożył na swoich klientów bank BGŻ, który w ramach promocji zwraca 1 proc. wartości wpływu na konto klientów. Premia nie może przekroczyć 50 zł miesięcznie. Żeby zarobić pół stówki, trzeba w miesiącu przelać co najmniej 5 tys. zł. Ale czy tylko? W regulaminie promocji jest haczyk. Wspomniany 1 proc. premii dotyczy... najwyższego wpływu na konto w miesiącu. Jeśli np. na konto wpłynie w sumie 5 tys. zł, ale w kilku częściach, premia będzie już niższa. Jeśli na rachunek klient przeleje 3 tys. zł, a potem 2 tys. zł, bank naliczy tylko 30 zł premii.
Pomysłowość bankowców w wymyślaniu groźnych zapisów w umowach i regulaminach nie zna granic i zawsze już chyba będziemy się z nimi bawili w policjantów i złodziei. Żeby nie pozostawić Was w niepewności, kto jest kim w tej zabawie, zacytuję zapis, który zaprzyjaźnione stowarzyszenie konsumenckie znalazło w regulaminie korzystania z bankowości internetowej banku spółdzielczego w Wejherowie. "Bank nalicza prowizję dyscyplinującą, określoną w taryfie opłat i prowizji bankowych w przypadku braku operacji przeprowadzonych poprzez system Internet Banking w okresie jednego miesiąca".
Oznacza to, że jeżeli klient korzysta z usług banku, to zapłaci za wykonane przez internet operacje, a jeśli natomiast nie korzysta? To zapłaci tym bardziej! Zgodnie z zasadą: winien nie winien, zapłacić powinien.
Choć gwoli ścisłości trzeba dodać, że w taryfie opłat i prowizji nie ma żadnej pozycji, która byłaby eksplikacją groźnego zapisu z regulaminu. Ale w każdej chwili może się taka znaleźć. Wszak regulamin zezwala...