Polisa posagowa dla dziecka - hit czy kit?

Maciej Samcik
20.12.2010 , aktualizacja: 21.03.2011 17:51
A A A Drukuj
W dzieci warto inwestować. Ale czy oprócz tego warto kupić mu polisę posagową obiecującą wypłatę "nagrody" po ukończeniu przez niego 18. roku życia?

fot. DREAMSTIME
W poprzednim odcinku "Edukacji w finansach" staraliśmy się wspólnie odpowiedzieć na pytanie: ile tak naprawdę kosztuje nas dziecko i skąd wziąć pieniądze na wydatki związane z małolatem, które prędzej czy później się pojawią. W ramach tych rozważań postawiłem tezę, że aby w ciągu dziesięciu lat zebrać kapitał potrzebny na dokończenie "inwestycji" w dziecko, powinieneś już od dziś odkładać nawet do 500 zł miesięcznie. Oczywiście możesz też mniej, w zależności od możliwości finansowych. Ale ważne, byś założył sobie mniejszy lub większy plan oszczędzania na dziecko. Przyda się na pewno.

Dziś, w kolejnym odcinku "Edukacji w finansach" poświęconym inwestowaniu w dzieci, przyjrzymy się bliżej polisom posagowym, czyli specjalnym ubezpieczeniom, które firmy takie jak: PZU, Aviva, Allianz i wiele innych, oferują nam z myślą o naszych dzieciach.

Czy taką polisę warto włączyć do "planu na dziecko", jako jednego z kilku bądź wręcz wiodącego instrumentu? Jak wiesz, jestem zwolennikiem różnicowania portfela, i to w każdej dziedzinie - w ubezpieczeniach też. Dlatego, jeśli rozważasz stworzenie planu na dziecko, niech polisa będzie jednym z jego dwóch-trzech elementów, nigdy jedynym. Taka polisa to zresztą nie tyle inwestycja, ile zabezpieczenie przyszłości dziecka na wypadek śmierci któregoś z rodziców. Oszczędzanie na dostatnią dorosłość pociechy jest tu dopiero na drugim miejscu.

Po co ci polisa posagowa?

Jak sama nazwa wskazuje, chodzi o posag, czyli zgromadzenie majątku. Polisa ma ułatwić rodzicom zapewnienie dzieciom łatwiejszego startu w dorosłość. Wpłacasz regularnie składki w określonej wysokości, aby na koniec umowy polisy zakład ubezpieczeń mógł wypłacić pewną kwotę na rzecz dziecka. Czasem jest ona ustalona z góry, a czasem zależy, przynajmniej częściowo, od tego, z jakim skutkiem firma ubezpieczeniowa inwestuje powierzone jej pieniądze. W wyjątkowych sytuacjach, jak np. ślub dziecka lub podjęcie przez pociechę studiów, okres umowy można skrócić.

Oprócz funkcji oszczędnościowej polisa pełni funkcję ochronną. W przypadku śmierci rodzica (ubezpieczającego) dziecko otrzymuje rentę ustaloną w umowie polisy. Zwykle jest ona wielokrotnie wyższa od sumy wpłaconych przez rodzica składek. Ma to pomóc osieroconemu dziecku wejść w dorosłe życie.

Zaletą polisy posagowej jest zwolnienie zgromadzonych w jej ramach pieniędzy z podatku Belki. Od żadnych pieniędzy wypłacanych przez ubezpieczyciela nie trzeba oddawać ani grosza, nawet jeśli część tych kwot stanowią zyski z inwestowania składek, np. na giełdzie lub w fundusze inwestycyjne.

Posagowa róża ma sporo kolców

Niewykluczone, że bardziej niż polisę posagową opłaca Ci się zawrzeć klasyczne ubezpieczenie na życie na dość wysoką kwotę ubezpieczenia, a oprócz tego samodzielnie odkładać pieniądze na dziecko, np. na koncie oszczędnościowym, w funduszu inwestycyjnym czy w jakimś planie systematycznego oszczędzania.

Wadą polisy posagowej jest bowiem to, że w przypadku, gdy nie nastąpi śmierć rodzica, suma pieniędzy zgromadzonych w ramach polisy nie będzie wysoka. Wszystko za sprawą tego, że firma ubezpieczeniowa część wpłacanych składek będzie potrącała na poczet ryzyka wypłaty odszkodowania z powodu śmierci rodzica. Po wielu latach może się okazać, że wypłacona kwota z tytułu polisy posagowej będzie tylko niewiele wyższa niż suma opłaconych składek.

Zanim wydasz pieniądze, porównaj oferty co najmniej dwóch towarzystw. Powód? Polisa polisie nierówna. Czasem różnice są spore. Towarzystwa różnie kalkulują ryzyka (np. śmierci rodziców), od których zależy wysokość płaconej składki. Zdarza się też, że polisa zawiera w cenie opcje, za które gdzie indziej trzeba dodatkowo zapłacić. Chodzi np. o możliwość wycofania się z umowy przed czasem lub przerwania płacenia regularnej składki czy zapewnienie dziecku dożywotniej renty, jeśli zdarzy mu się nieszczęśliwy wypadek.

Na co zwrócić uwagę, nim zawrzesz umowę?

• Jaki procent składki idzie na ochronę, a ile na inwestycję. Im więcej idzie na ochronę, tym mniej zgromadzisz kapitału. W większości polis sam możesz zdecydować, jaka ma być suma ubezpieczenia na wypadek śmierci. W zależności od tego, jaką wartość podasz, firma ubezpieczeniowa oszacuje, jaką część pieniędzy ze składek będzie zabierać na poczet ryzyka śmierci. Eksperci twierdzą, że dobrze jest, kiedy suma ubezpieczenia na życie obejmuje mniej więcej dwuletni dochód rodzica.

• Na jaki okres możesz zawrzeć umowę. Standardowo wynosi on od 5 do 25 lat. Generalnie im krótszy, tym lepiej, gdyż łatwiej możemy się wycofać z umowy, np. na rzecz innej bardziej atrakcyjnej oferty. Sprawdź też, jakie opłaty pobierane są za zerwanie umowy przed czasem.

Inwestowanie w dzieci okiem eksperta

Leszek Mellibruda, psycholog biznesu

Badania nad ludźmi sukcesu powiadają o tzw. zasadzie dziesięciu tysięcy godzin. Aby uzyskać mistrzostwo w jakiejkolwiek dziedzinie, trzeba mniej więcej właśnie tyle się napracować. A im wcześniej ta praca się zacznie, tym lepiej. Kiedy więc trzeba zacząć inwestować w wykształcenie dziecka? Jak najwcześniej. Już wybierając wysokiej jakości przedszkole, uzyskamy dobry backgound, który jest znakomitą bazą, jeśli myślimy o dziecku w kategoriach sukcesu.

Taki Mozart np. ćwiczył od czwartego roku życia, w sumie nienawidził muzyki i chyba nazbyt surowego ojca, miał swoje chwile burzy i naporu! Ba, nawet dokonywał plagiatów w wieku sześciu-siedmiu lat. Ale wyszedł na ludzi i został geniuszem w swojej dziedzinie. Więc doświadczenia i obserwacje raczej potwierdzają tezę, że im wcześniej, tym lepiej stworzyć dziecku szansę sukcesu, otworzyć bramy do doskonałości, inwestując w jego wykształcenie i udoskonalanie w ramach zdolności, jakie posiada.

Jest tylko problem, czy dziecko lub dorastający młodzik nie zmarnuje tego. I tu druga zasada: nie odpuszczać. Konsekwencja jest sprawą kluczową. Inne badania wskazują, że nawet najbardziej utalentowane dzieci przegrywają na poziomie szkoły średniej z mniej utalentowanymi, ale bardziej systematycznymi i pracowitymi dziećmi. A pracowitości nie mamy we krwi, lecz uczymy się jej. A dokładniej jesteśmy tej cechy uczeni. Jak jej dzieci uczyć? Cóż, ważne jest m.in., jakie są rodzicielskie rekompensaty za ten wysiłek, które dziecko wkłada w staranne wykonywanie swoich zadań. Ale to już trochę inny temat.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Masz problem? Napisz do nas.

finanse(małpa)wyborcza.biz

Ranking lokat. Gdzie zarobisz?

Wśród banków mających najlepszą ofertę depozytową nie ma dużych banków