"Na wnuczka" wyłudzili już prawie 6 mln zł!

bed
20.01.2011 , aktualizacja: 20.01.2011 19:49
A A A Drukuj
- Babciu, porwali mnie! Jeśli nie zapłacę okupu, zrobią mi coś złego. Pomóż! - to bynajmniej nie telefon od będącej w opałach wnuczki. To telefon od złodzieja, który właśnie próbuje wyłudzić pieniądze. Policjanci tę metodę kradzieży nazywają "na wnuczka"
Każda kradzież "na wnuczka" ma podobny przebieg. Najpierw przestępca namierza swoją ofiarę. Najczęściej jest to osoba powyżej 70. roku życia. Numer telefonu bierze z książki telefonicznej. I podaje się za krewnego - wnuka, syna, córkę. Gra na naiwności i ułomności starszej osoby. Tak prowadzi rozmowę, aby przekonać ofiarę, że faktycznie jest osobą, za którą się podaje. Jeśli ofiara połknie haczyk, przechodzi do ataku. Najczęściej pod pozorem niepowtarzalnej okazji prosi o pieniądze.

Wspomniany na początku wariant "na porwanie" to tylko jeden z wykorzystywanych. "Na maklera": Przestępca mówi przez telefon, że jest w biurze maklerskim i pilnie potrzebuje pieniędzy na inwestycję giełdową. W innym wypadku straci dużo pieniędzy. "Na wypadek": "Wnuczek" informuje, że spowodował wypadek i musi zapłacić pokrzywdzonemu. W ten sposób uniknie wezwania policji. "Na zwrot długu": Złodziej prosi o pieniądze, bo musi oddać dług znajomemu, który nagle znalazł się w trudnej sytuacji. W końcu metoda "na zakup nieruchomości": "Telefonista" przekonuje, że jest w trakcie dokonywania bardzo korzystnej transakcji, np. u notariusza, i pilnie potrzebuje gotówki.

Złodzieje zawsze obiecują, że szybko zwrócą pieniądze. Zależy im na dyskrecji. Proszą, aby nie mówić o "pożyczce" innym członkom rodziny.

Jednak przekonać przez telefon osobę starszą, że jest się jego krewnym, i namówić do pożyczenia pieniędzy to jedno. Pieniądze przecież trzeba odebrać osobiście (zdarzają się prośby o przelanie pieniędzy na konto). Złodzieje znaleźli wręcz banalne rozwiązanie. "Wnuczek" nigdy nie przychodzi po gotówkę osobiście. Mówi przez telefon, że zgłosi się po nią zaufana osoba, w policyjnym żargonie nazywana "odbierakiem". Żeby uwiarygodnić przestępstwo, "odbierak" już w domu ofiary podaje jej telefon komórkowy. Po drugiej stronie linii "wnuczek" potwierdza, że "odbierak" to jego zaufany.

Według statystyk Komendy Stołecznej Policji w 2010 r. odnotowano ponad 300 postępowań prowadzonych w sprawie oszustw "na wnuczka". Rok wcześniej ich liczba wyniosła 229. Łączna kwota strat (przestępstwa dokonane w latach 2009-10) wyniosła około 5,7 mln zł!, w tym w gotówce 5,4 mln zł, 43,9 tys. dol. i 49,6 tys. euro oraz biżuteria o wartości 21 tys. zł. Średnia wartość kradzieży wyniosła 15 tys. zł. W ostatnich dwóch latach policja zatrzymała 71 oszustów, głównie pełniących rolę "odbieraków".

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Masz problem? Napisz do nas.

finanse(małpa)wyborcza.biz

Ranking lokat. Gdzie zarobisz?

Wśród banków mających najlepszą ofertę depozytową nie ma dużych banków