Polacy nie lubią się ubezpieczać. Z obowiązku opłacają OC samochodu. Bo muszą. Ci z kredytem hipotecznym dodatkowo kupują ubezpieczenie
mieszkania. Bo tego wymaga bank. Jeszcze rolnicy - ubezpieczają uprawy. I też nie wszyscy, choć powinni, bo nakazuje im to ustawa.
Kto nie musi, agentów ubezpieczeniowych omija szerokim łukiem. Kiedy spytać przechodnia na ulicy o opinię na temat ubezpieczycieli, z reguły usłyszymy podobną listę epitetów, gdzie "złodzieje" będzie jednym z najłagodniejszych.
Dzieje się tak nie tylko z powodu złych doświadczeń czy historii zasłyszanych u cioci na imieninach, ale głównie z niewiedzy. Większość potencjalnych klientów firm ubezpieczeniowych nie bardzo wie, z czym pożenić takie słowa jak: suma ubezpieczenia, OWU czy udział własny. O franszyzie czy amortyzacji nie wspominając.
Na poczekaniu potrafimy wymienić kilka rodzajów ubezpieczeń: od majątkowych (znanych raczej jako komunikacyjne czy mieszkaniowe), przez te od odpowiedzialności cywilnej i następstw nieszczęśliwych wypadków, po polisy zdrowotne i na życie. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z istnienia firm ubezpieczeniowych, które sprzedają polisy wyłamujące się z tego prostego schematu.
A przecież nieszczęście może przydarzyć się każdemu. Złodziej czy powódź mogą nas pozbawić dorobku całego życia, pirat drogowy - trwale przykuć do łóżka, uniemożliwiając dalszą pracę. Lepiej zawczasu o tym pomyśleć, niż być mądrym po szkodzie. Co w takim razie możemy ubezpieczyć? I jak to zrobić, żeby składki za mocno nie uszczuplały naszego portfela?
Mój dom, moja twierdza Ubezpieczyć możemy zarówno nasze mienie, jak i nas samych od odpowiedzialności za wyrządzone innym szkody. Pierwsze przydaje się, gdy padniemy ofiarą kradzieży, włamania czy zdarzeń losowych, np. pożaru, gradobicia,
trzęsienia ziemi czy zalania. Drugie, gdy z naszej winy szkodę poniosą inni, np. jeśli nasze
dziecko strzeliło gola w okno sąsiada albo gdy pęknięta w łazience rura podtopi mieszkanie sąsiadki.
Do wyboru mamy ponad 30 towarzystw ubezpieczeniowych, które chętnie ubezpieczą nas od wszystkiego, czego tylko zapragniemy. Jednak wykupywanie polisy od powodzi nie ma sensu, jeśli mieszkamy na dziesiątym piętrze wieżowca. Podobnie niewielkie jest ryzyko wizyty złodzieja w mieszkaniu na strzeżonym osiedlu, z alarmem, roletami i drzwiami antywłamaniowymi.
Warto więc się zastanowić, co i od czego chcemy ubezpieczyć, no i oczywiście na jaką kwotę. Inne wymagania będzie miał przecież singiel zajmujący samotnie kawalerkę, a inne wielodzietna rodzina mieszkająca w dużym domu. Dlatego żeby za jak najmniejsze pieniądze dostać jak najlepsze ubezpieczenie, musimy określić swoje potrzeby.
Do wyboru mamy cały wachlarz polis: od najtańszych i najprostszych, jak "ubezpieczenie murów", po pełen pakiet "bezpieczny dom" czy "bezpieczna rodzina", gdzie oprócz zwykłego ubezpieczenia dostaniemy gwarancję fachowej pomocy na wypadek różnych nieprzewidzianych okoliczności.
Czym w takim razie kierować się przy wyborze polisy? Większość odpowie: ceną. To nie do końca prawda. Jej wysokość zależy od wielkości sumy, na jaką chcemy się ubezpieczyć. Im mniejsza, tym niższa składka, ale i mniejsze ewentualne odszkodowanie. Ważne są też: miejsce zamieszkania (w dużych miastach częściej niż na wsi dochodzi do kradzieży), wysokość udziału własnego w pokryciu strat, zakres ochrony (jeśli chcemy ubezpieczyć się od kilku nieszczęść, zapłacimy więcej).
Wiele osób często popełnia ten sam błąd - najpierw zaniżają wartość ubezpieczanego majątku, żeby płacić niższą składkę, a potem po szkodzie płaczą, że dostali zbyt niskie odszkodowanie. Zamiast kombinować, lepiej dowiedzieć się, na jakie zniżki możemy liczyć. Wystarczy przejrzeć oferty ubezpieczycieli.
W większości towarzystw zapłacimy mniej, jeśli:
- budynek jest monitorowany lub pilnowany przez agencję ochrony; zamki i drzwi mają atesty;
- to kolejna polisa u tego samego ubezpieczyciela;
- kupujemy ubezpieczenie w pakiecie, np. OC i AC;
- zapłacimy składkę jednorazowo, a nie w ratach;
- wcześniej nie dotknęła nas żadna szkoda.
Nie ma co jednak liczyć na wielkie upusty, bo poniżej pewnej granicy ubezpieczyciel na pewno nie zejdzie. Z reguły ustala górny limit zniżek. Do tego rabaty nie sumują się przez dodawanie. Dwie zniżki po 10 proc. oznaczają, że zapłacisz 81 proc. ceny wyjściowej, a nie 80 proc. (od ceny polisy odejmujemy najpierw pierwszą 10-proc. zniżkę i dopiero od otrzymanej sumy kolejne 10 proc.).
Nie zdziwcie się jednak, jeśli zamiast dużego rabatu towarzystwo nakaże wam jeszcze dopłacić do polisy. Jeśli w domu lub mieszkaniu prowadzimy sklep, nasza składka ubezpieczeniowa będzie wyższa. Tak samo jeśli mamy biuro, w którym po południu i w nocy nikt nie przebywa, a cennych rzeczy jest sporo. Więcej zapłacimy także, jeśli wynajmujemy mieszkanie, bo towarzystwa wychodzą z założenia, że nasi lokatorzy mogą o nie mniej dbać.