Państwo Nowakowie wiele czasu poświęcili na zaplanowanie atrakcyjnych wakacji. Dziesięcioletnia Ewa pojedzie na kolonie konno-taneczne na Suwalszczyźnie. W tym czasie jej starszy o pięć lat brat Adam spędzi czas na obozie na Helu. Potem cała rodzina pojedzie na wczasy na
Mazury, na koniec wakacji dzieci zostaną wysłane do babci na wieś.
Kiedy już państwo Nowakowie wykupili wszystkie zaplanowane turnusy i czekali na nadejście wakacji, spotkali się z przyjaciółmi, którzy opowiedzieli im mrożącą krew w żyłach historię. Znajomi znajomych podczas zeszłorocznych wakacji też wysłali dzieci na obozy. Pech chciał, że mała Beatka podczas zajęć na obozie szkoły magii doznała bolesnych poparzeń, zaś kiedy brat Boguś pomagał cioci zwozić siano z pola, spadł z wozu i złamał nogę. W dodatku tacie Bolkowi ukradziono z wczasowej przechowalni
rower.
Ta opowieść wzbudziła w Nowakach niezwykłą czujność. Postanowili dokładne sprawdzić swoje plany wakacyjne pod kątem bezpieczeństwa.
Kolonie i obozy Ewa jest uczennicą podstawówki, więc ma opłacone grupowe ubezpieczenie wykupione przez szkołę na początku roku szkolnego. Standardowa składka to nieco ponad 40 zł. Czy wobec tego wystarczy? Czy obowiązuje poza szkołą? W czasie wakacji? Podczas takich zajęć jak jazda konna? Te wszystkie dane rodzice mogą znaleźć w umowie, którą
szkoła zawiera z firmą ubezpieczeniową, i warto to sprawdzić przed wakacjami.
Zwykle górna granica ubezpieczenia w takich "szkolnych" umowach opiewa na niewysokie kwoty, co powoduje, że w razie wypadku osoba poszkodowana dostaje niewielką sumę (np. równą oszacowanemu przez ubezpieczyciela procentowemu uszczerbkowi na zdrowiu). Czasami jest to 100-200 zł, czyli suma, która nie usatysfakcjonuje poszkodowanego.
Na obozie jeździeckim albo podczas zajęć tanecznych prawdopodobieństwo wypadku jest większe niż na co dzień, a może się zdarzyć, że szkolny ubezpieczyciel wyłączy taką formę aktywności spod ochrony (często wyłączane jest rekreacyjne uprawianie określonych dyscyplin) albo będzie ona pod względem finansowym zbyt niska.
Trzeba więc sprawdzić, czy firma organizująca kolonie konno-taneczne zatroszczyła się o ubezpieczenie uczestników, dostosowane do ich wieku, planowanej aktywności itp. Wtedy, gdy podczas tańca czy jazdy konnej zdarzy się wypadek, można liczyć na wyższe odszkodowanie. Organizator kolonii Ewy ubezpieczył dzieci na 10 tys. zł. Jeśli Ewie zdarzyłby się upadek z konia i w efekcie złamanie żebra, kwota odszkodowania wyniosłaby 200-1000 zł (zależnie od liczby uszkodzonych kości).
Rodzice Ewy mieli wątpliwości co do wysokości górnej granicy takiego ubezpieczenia, zdecydowali wyasygnować jeszcze trochę pieniędzy i dokupić Ewie dodatkowe ubezpieczenie NNW na wyjazd. Za polisę na sumę 50 tys. zł rodzice Ewy musieli dopłacić 25 zł. Gdyby złamała np. obojczyk, dostałaby nawet 7,5 tys. zł odszkodowania.
Podobne decyzje Nowakowie podjęli w sprawie syna. Wykupili mu obóz windsurfingowy, podczas którego w razie nieszczęśliwego wypadku chroniony był ubezpieczeniem zawartym przez szkołę na początku zakończonego roku szkolnego;s miał także dodatkowe ubezpieczenie NNW zawarte przez organizatora wakacyjnego obozu na rzecz wszystkich uczestników. W zasadzie można było na tym poprzestać - ochrona obowiązywała przez cały rok i całą dobę, a windsurfingu w wydaniu wakacyjnym nie można było uznać za wyczynowe uprawianie sportu, lecz jedynie rekreacyjne. Ubezpieczyciele wyłączają zwykle spod ochrony sporty uprawiane wyczynowo oraz ekstremalne. O ile w tym pierwszym przypadku kryteria są dość jasne (sport uprawia się w klubie lub sekcji), o tyle w drugim może być różnie. Niektóre firmy uznają bowiem windsurfing za sport ekstremalny wtedy, kiedy wiatr wieje np. z prędkością większą niż 50 km/s. Jak to sprawdzać? Jak często? W którym momencie? Tego już o.w.u. nie precyzują. Na wszelki wypadek rodzice Adama zdecydowali się za dodatkową opłatą rozszerzyć zakres ubezpieczenia. Wybierając takie z górną granicą w wysokości 25 tys. zł, w razie np. złamania przez Adama nogi dostaliby 1000 zł.
Uwaga! Organizatorzy kolonii i obozów rekreacyjnych w Polsce rzadko wykupują dla uczestników ubezpieczenia NNW, jeszcze rzadziej w przypadku krajowych wczasów. Jeśli jednak jest to w pakiecie, warto się dowiedzieć, jakie są jego warunki. Zwykle górna granica ubezpieczenia jest niska (np. 5 tys. zł), więc na wysokie odszkodowanie też nie można liczyć. Niekiedy organizator wymaga od rodziców, żeby sami wykupili swojemu dziecku na wyjazd polisę uwzględniającą nieszczęśliwe wypadki i kontuzje sportowe; wtedy rodzice sami wyszukują ubezpieczyciela i wybierają taką polisę, jaka im odpowiada. Kupując indywidualnie dla siebie lub dziecka polisę NNW obowiązującą na terenie kraju, można liczyć na limity odszkodowania np. w granicach od 10 tys. zł do 20 tys. zł.
Jak sprawdzić organizatora Zarówno przed wyjazdem Ewy, jak i Adama rodzice sprawdzili, czy organizator ma koncesję. Rejestr prowadzi wojewoda właściwy dla siedziby biura, a informacji można szukać w urzędzie marszałkowskim (w wydziale zajmującym się turystyką) albo w Centralnej Ewidencji Organizatorów Turystyki i Pośredników Turystycznych (turystyka.mg.gov.pl). Biuro musi też zgłosić organizowanie obozu lub kolonii do kuratorium właściwego dla siedziby biura. Musi też mieć dokumenty potwierdzające kwalifikacje kierownika, wychowawców i wolontariuszy zatrudnionych na koloniach lub obozach i być zgłoszone do ministerialnej tzw. bazy wypoczynku (www.wypoczynek.men.gov.pl). A ponieważ lepiej dmuchać na zimne, lepiej też zgłosić do kontroli autokar; zajmują się tym miejscowe wydziały ruchu drogowego policji.
Wczasy Dwutygodniowy pobyt w ośrodku wypoczynkowym na Mazurach zapowiadał się dobrze: piękne miejsce, pełne wyżywienie. Standardowo organizatorzy krajowych wczasów wypoczynkowych nie zapewniają gościom ubezpieczenia, bo w razie konieczności leczenia obowiązują takie same zasady jak podczas pozostałych miesięcy roku w miejscu zamieszkania. Tak samo, jeśli chodzi o nieszczęśliwe wypadki - jeżeli ktoś ma takie ubezpieczenie (w pracy, indywidualne lub rodzinne), to w ogromnej większości przypadków obowiązuje ono przez całą dobę i cały rok (to trzeba koniecznie sprawdzić w o.w.u. jeszcze przed podpisaniem umowy) na terenie kraju.
Pan Nowak nie miał jednak żadnej polisy chroniącej go w przypadku nieszczęśliwego wypadku - ani zawartej przez pracodawcę, ani kupionej osobiście - a chciał czuć się całkowicie bezpiecznie, spacerując po lesie albo grając w badmintona. Zastanawiał się, czy warto wykupić krótkoterminową polisę NNW, np. na 15 dni. Przeważnie jednak taka umowa obejmuje też wyjazdy za granicę, a do tego obejmuje koszty leczenia, assistance, odpowiedzialność cywilną i bagaż. Po rozmowie z panią Nowak uradzili, że nie wyasygnują dodatkowych pieniędzy na polisę NNW, bo to niezbyt opłacalne, a zagrożenie podczas spaceru po lesie na pewno nie jest większe niż w czasie poruszania się po mieście. Ubezpieczyciele szacują, że złamanie np. podudzia lub ramienia to 7- 25-proc. uszczerbek na zdrowiu, przegubu - 10-proc., zaś utrata kciuka - 20-proc.; wypłata jest zależna od górnej granicy ubezpieczenia.
U dziadków na wsi Czy na pobyt u dziadków na wsi potrzebne jest dzieciom dodatkowe ubezpieczenie? Raczej nie. Oboje mieli wykupione przez szkoły grupowe polisy NNW (nadal ważne w czasie wakacji) i raczej nie zanosi się na to, żeby na miejscu mieli okazję korzystać z jakichś bardziej ryzykownych rozrywek niż w domu. W razie - odpukać! - złamania nogi, ręki czy innego urazu powinni dostać odszkodowanie w ramach swoich grupowych polis.
Jak się starać o odszkodowanie Gdy dziecku na wyjeździe zdarzy się wypadek, rodzice powinni upewnić się, że nic mu nie grozi i jest otoczone dobrą opieką - nie tylko dla własnego spokoju ducha, ale też dlatego, że złagodzenia skutków wypadku wymaga ubezpieczyciel. Muszą też jak najszybciej zgłosić szkodę ubezpieczycielowi, zgromadzić wszystkie dokumenty: orzeczenie lekarskie, diagnozę, wypis ze szpitala, rachunki (koniecznie wystawione na nazwisko osoby ubezpieczonej), np. za wizyty czy transport (czy zostaną uznane, zależy od wersji ubezpieczenia, ale na wszelki wypadek lepiej gromadzić wszystkie). Później najprawdopodobniej będą też musieli udać się z dzieckiem do lekarza wyznaczonego przez firmę ubezpieczeniową.