Kredyty Lokaty Fundusze Ubezpieczenia

Prywatny fundusz inwestycyjny? Czemu nie. Ale przynieś miliony

Maciej Bednarek
17.06.2010 , aktualizacja: 17.06.2010 16:16
A A A Drukuj
Za 10-20 mln zł zbudują ci prywatny fundusz inwestycyjny. Za kilka milionów będziesz miał swój produkt strukturyzowany.
Jeszcze kilka lat temu podstawowym przywilejem klientów bankowości prywatnej była możliwość negocjowania oprocentowania lokat czy noszenie w portfelu prestiżowej, złotej lub platynowej karty kredytowej. To wystarczyło, by wśród zwykłych ciułaczy wzbudzać zazdrość. Ale dzisiaj to tylko niezbędne minimum. Nowoczesny private banking to - jak głosi często powtarzany slogan - szycie usług na miarę. Większość bogatych klientów oczekuje, że bank po prostu zaopiekuje się ich pieniędzmi. Zaproponuje sposób ich zainwestowania dopasowany do ich apetytu na zysk i ryzyko.

Już kilkaset tysięcy złotych wystarczy, żeby powierzyć pieniądze firmie asset management, a więc na zlecenie zarządzającej aktywami. Nie są to jeszcze inwestycje indywidualne. Takie firmy oferują zazwyczaj po kilka gotowych strategii inwestycyjnych. Najczęściej jest wśród nich agresywna (akcyjna), zrównoważona i bezpieczna, oparta na obligacjach czy lokatach. Np. klienci Kredyt Banku. za pośrednictwem KBC TFI, dostają cztery modelowe portfele o różnym poziomie ryzyka inwestycyjnego.

Takie produkty przypominają klasyczne fundusze dostępne dzisiaj niemalże dla każdego. Czym się od nich różnią? Fundusze w ramach asset management dają zarządzającym dużo więcej możliwości inwestycyjnych. Mogą oni korzystać z szerszej gamy instrumentów finansowych. Zarządzający klasycznymi funduszami często mają związane ręce. Przepisy mówią np., że fundusz inwestycyjny otwarty nie może lokować więcej niż 5 proc. aktywów w akcje jednej spółki (choć są wyjątki od tej reguły). Zarządzający prywatnymi portfelami mają tutaj swobodę.

Asset menedżerowie mogą też odważniej inwestować na zagranicznych rynkach, a opłaty ponoszone przez zamożnych klientów są niższe niż w przypadku standardowych funduszy. W przypadku opłat za zarządzanie firmy zadowalają się stawkami poniżej 1 proc., podczas gdy na detalicznym rynku sięgają 4 proc. Zamiast opłat manipulacyjnych i za zarządzanie coraz częściej pojawia się wynagrodzenie w postaci tzw. success fee, a więc premii za wysokie, ekstra zyski.

Ile trzeba mieć? W Deutsche Banku PBC i ING Banku przepustką do zainwestowania w ramach asset management jest posiadanie co najmniej 500 tys. zł. W BZ WBK i Alior Banku jest to 1 mln zł, Kredyt Bank wymaga o 500 tys. zł więcej. W Getin Noble Banku i BRE Banku poprzeczka ustawiona jest na poziomie 2 mln zł, w Banku BPH na 4 mln zł, a w HSBC 5 mln zł. Trzeba pamiętać, że klient dający w zarządzanie tyle pieniędzy inwestuje w gotowy produkt. Nie ma bezpośredniego wpływu na to, jakie aktywa się w nim znajdą. Nie będzie miał też wpływu na ich zmianę.

Asset menedżerowie chętnie stworzą też portfel inwestycji przeznaczony tylko dla jednej osoby. Wtedy to właściciel decyduje co i ile chce mieć w swoim funduszu. Rzecz jasna musi sypnąć większą gotówką. Np. BRE Bank na życzenie klienta stworzy taki portfel, który przyniesie "tylko" 10 mln zł. Raiffeisen Bank gotowy jest przygotować prywatny zamknięty fundusz inwestycyjny od 20 mln zł.

Klient z odpowiednio wypchanym portfelem może zamówić sobie też prywatny produkt strukturyzowany. Kilka lat temu były to inwestycje wyłącznie oferowane klientom bankowości prywatnej. Dzisiaj banki obniżyły progi wejścia i oferują je też drobnym inwestorom. Tzw. struktury to produkty, w których na zysk pracuje opcja, czyli w uproszczeniu zakład o to, w jaki sposób w przyszłości zachowa się tzw. instrument bazowy. I tak bogaci klienci mogą uszyć sobie prywatną opcję na wzrost lub spadek dowolnego indeksu giełdowego, dolara, złota, ropy naftowej czy bawełny.

Wymagania banków co do zasobności portfela klienta są różne. Żeby uszyć taką strukturę, ING Bank wymaga co najmniej 1 mln zł, Bank BPH - co najmniej 3 mln zł. Deutsche Bank PBC przygotowuje struktury oparte o wybrane światowe indeksy. Trzeba na nie wyłożyć co najmniej 1 mln euro, czyli około 4 mln zł, ale tylko wtedy jeśli inwestycja oparta będzie tylko o jeden indeks. Jeśli klient zażyczy sobie bardziej złożonego produktu, musi już przeznaczyć dwa razy więcej.

Jak przekonują bankowcy z Deutsche Banku, czas potrzebny na zbudowanie takiej struktury - od pomysłu do podpisania dokumentów - wynosi zaledwie kilka dni. Indywidualne lokaty strukturyzowane od 300 tys. euro (ok. 1,2 mln zł) szyje Noble Bank, ale też w przypadku prostych struktur. Alior Bank z kolei może zbudować strukturę w dowolnej konstrukcji już od około 2,3 mln zł. W Raiffeisen Banku minimalny próg to 1-2 mln zł, a w banku Pekao około 2 mln euro (8 mln zł). Eksperci HSBC przyznają wprost, że w przypadku takich produktów "oczekiwana efektywność finansowa" pojawia się przy kwotach rzędu kilkunastu, kilkudziesięciu milionów złotych, ale na życzenie klienta gotowi są przygotować produkt nawet poniżej 10 mln zł.

Jeżeli to za dużo, nie ma oczywiście przeszkód, żeby na strukturę "złożyło" się kilku zamożnych inwestorów. Często zresztą tak się dzieje. - Inwestycja w produkt kilku osób pozwala zaangażować mniejszej kwoty aktywów, a więc dodatkowo zwiększa to dywersyfikację portfela - mówi Marzena Pietrzak, dyrektor private banking w Alior Banku.

Inwestowanie dużych pieniędzy przez najbogatszych klientów banków nie gwarantuje oczywiście ponadprzeciętnych zysków. Równie dobrze na "elitarnych" inwestycjach można stracić. Ale wielkie pieniądze otwierają drzwi do inwestycji niedostępnych dla inwestorskiej drobnicy.

Podziel się

Masz problem? Napisz do nas.

finanse(małpa)wyborcza.biz

Forum eksperckie

Na pytania dotyczące inwestowania w fundusze inwestycyjne odpowiada Marcin Dyl, Prezes Zarządu IZFiA

Ranking lokat. Gdzie zarobisz?

Wśród banków mających najlepszą ofertę depozytową nie ma dużych banków