Połówka, która nie jest połówką czyli reklamowe kity 2009

Maciej Samcik
04.01.2010 , aktualizacja: 04.01.2010 14:50
A A A Drukuj
CITI HANDLOWY: POŻYCZKA fot. GW CITI HANDLOWY: POŻYCZKA "ZABŁYŚNIJ NA ŚWIĘTA"
Kredyt oprocentowany na 6,99 proc., za który tak naprawdę zapłacisz cztery razy więcej. 20-złotowy prezent, ale prowizja - 40 zł. Niższa rata, ale wyższy dług do spłacenia. Ubezpieczenie z gwarancją, że "najtańsze", tyle, że wcale nie najtańsze. I lokata, która rośnie na niby. Oto ranking najbardziej zwodniczych reklam finansowych 2009 roku.
Kadr z reklamy mBanku.
fot. internet
Kadr z reklamy mBanku.
To był dla finansistów wyjątkowo trudny rok. Musieli jak nigdy walczyć o nasze pieniądze na lokatach, obiecując nierzadko gruszki na wierzbie. I za wszelką cenę sprzedawać iluzję tanich kredytów, choć wiedzieli, że odsetki od nich muszą być rekordowo wysokie, bo rośnie bezrobocie. Nic dziwnego, że w 2009 r. bankowi marketingowcy dokonywali cudów zręczności, by pokazać, że białe jest czarne, a czarne jest białe. Co poniedziałek pokazywaliśmy to w naszym cyklu "Prześwietlamy reklamy". Komu wychodziło najlepiej?



1. Weź prezent i zapłać dwa razy więcej

Bank Citi Handlowy obiecywał prezent w gotówce do 1200 zł każdemu, kto na święta weźmie pożyczkę. Piękny sen? Raczej koszmar, bo żeby zasłużyć na nędzne 20 zł prezentu, trzeba było zaciągnąć 2000 zł wysoko oprocentowanej pożyczki i wykupić w Citi konto osobiste, które rocznie kosztuje... ponad 40 zł.

Czytaj też: Przedświąteczna bezczelność...

oraz ... i naprawiony błąd

2. Połówka, która nie jest połówką

Kredyt z ulgą dla każdego - taki hit przygotował na koniec wakacji 2009 wrocławski Eurobank. I obiecał 50-procentową bonifikatę w spłacie odsetek. Przez sześć pierwszych miesięcy miały być o połowę niższe. Bezcenne? Nie, bo to był tylko trik. Odsetki, od których bank naliczał bonifikatę, stanowiły tylko małą część całkowitych kosztów pożyczki. Była jeszcze prowizja i obowiązkowe ubezpieczenie. Jedno lub dwa (przy wyższych kwotach kredytu). Pożyczając 5000 zł na rok bez ulgi kredytowej, płaciłbym 501 zł miesięcznej raty, zaś po uwzględnieniu ulgi - 489 zł. Ładna polowa.

Czytaj też: Windykacja w Eurobanku. Zastraszanie i obrażanie

3. Max Pożyczka z (niby) mini ratą

Kredyt bez formalności na 6,99 proc.? Taką atrakcję reklamował do niedawna bank PKO BP. Wyjątkowa manipulacja. Oprocentowanie 6,99 proc. jest dostępne tylko dla najmniejszych kredytów, do 3 tys. zł, branych na rok. Dodatkowo trzeba wykupić ubezpieczenie. Składka wynosi 0,35 proc. wartości kredytu miesięcznie. Mało? To 4,2 proc. rocznie! A że składka ubezpieczeniowa jest pobierana z góry i odliczana od kredytu, bank naliczy ratę od większej kwoty niż ta, którą dostałem do ręki. Plus prowizja za udzielenie kredytu - sięgająca 5 proc. Za kredyt oprocentowany na 6,99 proc. zapłacę ponad 20 proc. odsetek, kosztów i prowizji. Ładna mini rata...

Czytaj też: Jak wcisnąć klientowi pożyczkę na 6,99% i zarobić na niej 25%

4. Jak płacić mniej. Czyli więcej

Wiosną 2009 r. w spotach Lukas Banku brylował sympatyczny starszy pan, który zatroskanym głosem doradzał, jak oszczędzić. Zamówić jedną porcję deseru na dwoje, przysunąć się do dziewczyny i zjeść razem z nią. - W kieszeni zostaje 12 zł - mówił nauczyciel oszczędzania. Śmieszne? Nie bardzo. A te historyjki to była tylko przygrywka do zanęcenia kredytem konsolidacyjnym, czyli takim, który pozwala obniżyć raty wcześniej zaciągniętych kredytów. Jak się pożycza w jednym banku więcej pieniędzy, to powinno być taniej. Pozornie. Bo ten "tani" kredyt Lukasa kosztował 20 proc. w skali roku! Raty były niższe tylko dlatego, że rozłożone na dłużej. A przez to trzeba było oddać bankowi więcej. Ale o tym reklama nie mówiła...

Czytaj też: Kredyty konsolidacyjne. Wielki kant?

5. Lokata, co rośnie na niby

We wrześniu Bank Millennium zachęcał do zakładania lokat Lokaty Rosnącej. W spocie TV popularny prezenter TVN Hubert Urbański tłumaczy kilkuletniej dziewczynce, że przynosi pieniądze na lokatę, co rośnie taaaak wysoko! Na plakatach i w reklamówce po oczach biło "8 procent", czyli maksymalne oprocentowanie dostępne w ostatnim z 12 miesięcy oszczędzania. Bo Lokata Rosnąca to była lokatą progresywną, na której pieniądze były oprocentowane tym wyżej, im dłużej klient je zostawił w banku. Cała zabawa zaczynała się od 4 proc. odsetek w pierwszym miesiącu, a w każdym kolejnym - tylko o pięć setnych procentu wyższe niż w poprzednim! Dopiero w ostatnim miesiącu następował gwałtowny skok oprocentowania z 4,5 do 8 proc. W sumie Lokata Rosnąca w Banku Millennium dawała raptem... 4,56 proc. Malutko...

Czytaj też: Lokaty progresywne: marketingowy bełkot

6. Rosnące wykresy i druga strona medalu

W co powinienem zainwestować? - pyta japiszon, przechadzając się w nienagannie skrojonym garniturze po dziedzińcu ekskluzywnego warszawskiego biurowca Metropolitan. W kolejnym kadrze nagle napatacza się ekspert i słyszymy o zaletach budowania długoterminowego planu oszczędzania. I rosnące wykresy. I jeszcze premia: jeśli wpłacisz przez rok 3000 zł, dostaniesz 300 zł bonusu. Tak wyglądał spot francuskiego ubezpieczyciela Axa i jego planu inwestycyjnego. Ale ten medal ma dwie strony. Druga to prowizje, o których w reklamie nikt się nie zająknął. Tymczasem za samo prowadzenie konta zapłacisz 10,55 zł miesięcznie. Za zarządzanie funduszami - od 2,25 do 2,75 proc. rocznie (czyli np. od 3000 zł aż 70-80 zł). I jeszcze niebagatelna opłata pobierana przy rozwiązaniu umowy (od 0,5 do 1 proc. zgromadzonych pieniędzy). Niby mało, ale jeśli wpłacasz przez 10 lat po 200 zł miesięcznie, to na pożegnanie zabiorą ci 240 zł.

Podziel się

Masz problem? Napisz do nas.

finanse(małpa)wyborcza.biz

Jak radzić sobie z drogim kredytem walutowym

Na rynkowy kurs franka czy euro nie masz wpływu, ale możesz powalczyć ze spreadem bankowym samemu, przynosząc do banku ratę w walucie