Ale robotnicy robią swoje, a ich szef uświadamia Kowalskiemu: "Przecież włożyłeś pieniądze na lokatę pracującą!". I dodaje, że pieniądze na tej lokacie pracują w dzień i w nocy, a nawet w święta. "Tylko czy muszą pracować tak głośno?" - puentuje zaspany Kowalski.
Ten spot, promujący Lokatę Pracowitą oferowaną przez Bank BPH, podoba mi się nie tylko dlatego, że jest dowcipny i dobrze zrobiony. Największy jego plus jest taki, że promuje właściwe podejście do oszczędzania. Ważny jest każdy grosz, a z pieniędzy warto wyciskać siódme poty. To radykalnie odmienne podejście od tego, które krytykowałem np. przy okazji reklam Lukas Banku, których mottem było bałamutne hasło: "Życie na kredyt? Nie, kredyt na życie!".
A co warto wiedzieć o samej Lokacie Pracowitej? Choć dzięki jednodniowej kapitalizacji odsetek pozwala uniknąć podatku Belki, w reklamie pokazano jej oprocentowanie nominalne - 4,8 proc. Nie ma tu więc często spotykanej manipulacji polegającej na prezentowaniu wyższego niż umowne oprocentowania pod hasłem "Płacimy tyle, ile na lokacie".
Najpierw widzimy faktyczne oprocentowanie, a dopiero na kolejnej planszy informację, że odsetki są zwolnione z podatku Belki i że dzięki temu faktyczna wypłata będzie wyższa. Lepiej tak niż odwrotnie.
Jeśli z reklamą Lokaty Pracowitej jest jakiś problem, to tylko taki, że oferowane przez bank 4,8 proc. dotyczy jedynie depozytu rocznego, przy lokacie trzy- i sześciomiesięcznej warunki są znacznie gorsze - oprocentowanie wyniesie 4-4,25 proc. (też bez podatku Belki). Haczykiem, o którym reklama nie mówi (ale to chyba nic dziwnego, bo to reklama, a nie antyreklama), jest to, że zerwanie lokaty przed terminem oznacza utratę prawie wszystkich odsetek. Bank wypłaci tylko 10 proc. tych, które naliczył do dnia zerwania depozytu.