"Czy urodziłeś się w latach 1925-1965? Jeśli tak to już teraz wyślij SMS po numer i dowiedz się jak uzyskać gwarantowane ubezpieczenie na życie już od złotówki dziennie" - takim intrygującym stwierdzeniem zaczyna się jedna z najnowszych reklam polisy "Moi Bliscy", oferowanej przez pośrednika finansowego 4life Direct. W drugim spocie pojawia się z kolei znany lektor Ryszard Rembiszewski, nęcąc: "Jeśli myślą państwo o swoich bliskich, proszę posłuchać mnie uważnie".
Oba spoty na pierwszy rzut oka wyglądają, jakby pochodziły z innej epoki. Zamiast dynamicznych kadrów, efektów specjalnych, fajerwerków, mamy zwykłą, gadającą głowę, w dodatku mówiącą przez ponad minutę bez przerwy, gdy dziś standardowe reklamy rzadko trwają dłużej, niż pół minuty. Gdyby ogłaszano w Polsce konkurs na najnudniejszą reklamę, spot "Moich Bliskich" byłby zapewne jednym z faworytów.
Ale - jak by powiedział poeta - w tym szaleństwie jest metoda. Te reklamy są skierowane do osób starszych, więc ich poetyka celowo jest inna, niż reklam adresowanych do młodzieży lub osób w średnim wieku. Chodzi o polisę, która zapewnia bliskim starszej osoby odszkodowanie po jej śmierci. W spotach lektorzy bez ogródek mówią o tym, że koszty pogrzebów są wysokie. I sugerują, że bez dodatkowych pieniędzy trudno nie być, po swojej śmierci, obciążeniem dla bliskich. A tego żadna starsza osoba nie chce.
"Moi Bliscy" to bodaj jedyna na rynku polisa, którą można zawrzeć nawet mając 85 lat. I jedyna, która nie wymaga dodatkowych badań lekarskich. O ile firmy ubezpieczeniowe zwykle boją się ubezpieczać osoby starsze, ze względu na duże ryzyko wypłaty odszkodowania, to 4life Direct nie ma takich obiekcji i ogranicza odmowy zawarcia polis tylko do nielicznych wyjątków. To cenne, ale - jak wyliczyłem - za ten komfort firma każe sobie słono płacić.
Sensowne odszkodowanie za 1 zł dziennie (czyli ok. 30 zł miesięcznie), którym kusi 4life Direct w reklamie, od razu radzę między bajki włożyć. Jeśli masz 60 lat i chciałbyś, by twoi bliscy dostali po twojej śmierci kwotę 5000 zł, będziesz płacił po 44 zł miesięcznej składki. Jeśli masz 70 lat - składka wyniesie już 63 zł. Czyli dwa razy więcej, niż obiecywany 1 zł dziennie.
Jeśli chciałbyś wysokiego odszkodowania dla bliskich, np. w wysokości 20 tys. zł - składka wyniesie już co najmniej 115 zł miesięcznie (dla młodszego emeryta, mającego 60 lat). Przy maksymalnym odszkodowaniu, sięgającym 300 tys. zł, składka dla 60-latka wynosiłaby, bagatela, 1451 zł miesięcznie.
Aby ocenić czy to dużo czy mało, postanowiłem policzyć ile pieniędzy można uzbierać, odkładając przez dłuższy okres w banku identyczną kwotę, jak składka na polisę "Moi Bliscy". I co się okazało? Jeśli np. masz 60 lat i zaczynasz odkładać co miesiąc 115 zł, to już po dziesięciu latach - razem z odsetkami - zebrałbyś 18 tys. zł. Czyli mniej więcej tyle, ile gwarantuje firma 4life Direct. Po dwudziestu latach (czyli gdybyś dożył osiemdziesiątki) w banku byłoby już 47 tys. zł.
Polisa "Moi Bliscy" - zresztą jak każda tego typu usługa ubezpieczeniowa - jest swoistym zakładem. Jeśli umrzesz dość młodo, w ciągu kilku lat od zawarcia polisy, wypłacone odszkodowanie będzie wyższe od kwoty, którą samodzielnie uzbierałbyś w tym czasie w banku. Jednak po ok. dziesięciu latach sytuacja się odwraca - gwarantowane odszkodowanie staje się znacznie niższe od kwoty, którą można oszczędzić samodzielnie. Warto sobie z tego zdawać sprawę, rozważając zakup takiej polisy.