Bank pobrał opłaty za niedostarczenie cesji, której nie odesłał
04.11.2011
, aktualizacja: 04.11.2011 12:53
Pan Rafał został obciążony przez bank kosztami wysyłanych monitów dotyczących niedostarczenia umowy. Problem jednak w tym, że klient nie mógł dostarczyć umowy, bo bank jej wcześniej mu nie odesłał
ZOBACZ TAKŻE
- Chcesz zwiększyć wartość nieruchomości? Konieczna inspekcja banku (15-11-11, 22:33)
- Poczta i bank zgubili umowę. Pieniądze zablokowane na ponad miesiąc (10-11-11, 12:48)
- Odszkodowanie od PZU musiał ściągać komornik (28-10-11, 17:44)
- Na odszkodowanie za auto czekał pół roku. Zawinił Santander Bank (28-10-11, 14:39)
- Nie mógł wycofać zgody na przetwarzanie danych osobowych (27-10-11, 17:00)
Masz problem? Napisz: finanse@wyborcza.biz Więcej listów
Pod koniec 2009 roku pan Rafał wziął kredyt hipoteczny w Nordea Banku. Ubezpieczenie domu wykupił we własnym zakresie i wykonał jego cesję na rzecz banku.
Rok później ubezpieczenie zostało odnowione, klient zapłacił składkę i dokumenty (kopię polisy i potwierdzenie zapłaty) wysłał do banku.
- Tu zaczyna się dramat - pisze pan Rafał. Bank powinien odesłać klientowi umowę cesji z numerem polisy wpisanym na podstawie dokumentu wcześniej przez niego dostarczonego. Następnie klient i jego ubezpieczyciel powinien podpisać cesję i odesłać do banku. Niestety, mijał czas, a cesja nie przychodziła.
- W ciągu kilku miesięcy wielokrotnie rozmawiałem w tej sprawie telefonicznie z doradcą kredytowym, wymienialiśmy maile oraz byłem osobiście w siedzibie banku, prosząc o dostarczenie nam cesji do podpisu - niestety, bezskutecznie - żalił się pan Rafał.
Dopiero po prawie pół roku oczekiwania klient osobiście odebrał umowę cesji w siedzibie banku. Zebrał podpisy i natychmiast odesłał. W międzyczasie bank pobrał od pana Rafała opłatę 30 zł za wysłanie monitu dotyczącego niedostarczenia przez klienta umowy cesji, której nie mógł dostarczyć, bo przecież bank jej nie wysłał.
Pan Rafał złożył w tej sprawie reklamację. - Niedawno minęło pół roku od jej złożenia, a ze strony banku cisza - pisze nasz czytelnik. - Zamiast odpowiedzi na moją reklamację bank pobrał kolejną opłatę za monit - dodaje pan Rafał. We wrześniu złożył kolejną reklamację i już drugi miesiąc czeka na odpowiedź na nią.
Poprosiliśmy bank o wyjaśnienie sprawy, jednak odmówił nam udzielenia komentarza.
Po jakimś czasie odezwał się do nas ponownie pan Rafał, informując, że bank zwrócił mu opłaty za monity.
- Jednak zrobił to bez odpowiedzi na moje reklamacje. Ponadto nadal nie wiadomo, co będzie z cesjami w tym roku - zastanawia się pan Rafał.

Masz problem z ubezpieczycielem, OFE, IKE czy TFI?
Napisz do nas: finanse@wyborcza.biz. Postaramy się pomóc w Twojej sprawie

Jak radzić sobie z drogim kredytem walutowym
Na rynkowy kurs franka czy euro nie masz wpływu, ale możesz powalczyć ze spreadem bankowym samemu, przynosząc do banku ratę w walucie
- 26-05-2012 01:40
Rekordowe odszkodowanie dla ofiary wypadku: 1,6 mln zł
- 25-05-2012 21:45
Sąd: Reklamy Link4 ośmieszające agentów były nieetyczne
- 25-05-2012 16:15
Coraz mniej samotnych matek stać na kredyt hipoteczny

