Uczestnicy rynku nieruchomości mają niewielki wpływ na jego przyszłość.

Kazimierz Kirejczyk, REAS
02.02.2012 , aktualizacja: 02.02.2012 13:19
A A A Drukuj
W rok 2012 uczestnicy rynku mieszkaniowego wchodzą z mieszanymi uczuciami. Z perspektywy deweloperów optymizmem mogą napawać niezłe wyniki sprzedaży w minionych dwóch latach. Z perspektywy klientów - coraz większy wybór mieszkań i malejące ceny. Z punktu widzenia bankowców - dość stabilny popyt na kredyty pomimo zaostrzanych stopniowo kryteriów ich udzielania. Wszystkim otuchy powinny dodać dobre wyniki polskiej gospodarki.
Kazimierz Kirejczyk, Reas
Kazimierz Kirejczyk, Reas
Jednak jest także szereg powodów do obaw. Zdaniem wszystkich analityków tempo wzrostu polskiej gospodarki musi w 2012 roku zwolnić. Rząd musi zwiększyć dochody budżetu, a to oznacza w warunkach wolniejszego wzrostu mniej pieniędzy w kieszeniach obywateli, także tych, którzy chcieliby kupić nowe mieszkanie. Wszystko wskazuje na to, że banki udzielą w tym roku mniej kredytów niż w roku ubiegłym, a przeciętny kredyt zapewne się zmniejszy. Nie wiadomo też, jaki wpływ na rynek będzie miało wejście w życie ustawy o ochronie praw nabywców.

W 2011 roku wzrosła liczba nowych mieszkań sprzedanych łącznie na sześciu największych rynkach mieszkaniowych w Polsce (w Warszawie, Krakowie, we Wrocławiu, w Trójmieście, Poznaniu i Łodzi), ale jeszcze szybciej zwiększała się liczba mieszkań wprowadzanych do sprzedaży. Zgodnie z wynikami monitoringu REAS w 2011 roku w sześciu aglomeracjach na rynek wprowadzono do sprzedaży 37,5 tys. mieszkań, o ponad 21 proc. więcej niż w roku 2010. W ciągu całego roku sprzedano natomiast ok. 29,7 tys. lokali, o ponad 7 proc. więcej niż w roku 2010. Więcej mieszkań sprzedano w sześciu aglomeracjach tylko w wyjątkowo dobrym pod tym względem roku 2007, kiedy popyt był silnie stymulowany kredytami denominowanymi we frankach. Trzeba także przypomnieć, że znacząca część sprzedanych wówczas mieszkań została kupiona w celach inwestycyjnych i wróciła na rynek w 2009 roku po wycofaniu się nabywców z umów przedwstępnych. W 2011 roku popyt inwestycyjny miał znikomą skalę, a nabywcy w ogromnej większości dokonywali przemyślanych zakupów w celu zaspokojenia własnych potrzeb mieszkaniowych. To porównanie pokazuje najlepiej, że pod względem liczby transakcji sprzedaż osiągnięta w minionym roku powinna być postrzegana jako sukces branży. Jednakże, pomimo dość dobrej i regularnej sprzedaży, wielkość oferty liczona łącznie dla sześciu aglomeracji wzrosła w okresie 12 miesięcy o ponad 25 proc. i wyniosła na koniec roku ponad 48 tys. mieszkań. W ofercie nadal dominują mieszkania w trakcie realizacji, które stanowią ponad 77 proc. mieszkań oferowanych przez deweloperów. Jednak w porównaniu z poprzednim kwartałem liczba mieszkań gotowych niesprzedanych wzrosła o blisko 11 proc., a w skali 12 miesięcy - o ponad 11 proc. We wszystkich sześciu aglomeracjach łącznie takich mieszkań było prawie 10,5 tys.

Zwiększenie liczby transakcji w porównaniu z rokiem poprzednim zostało osiągnięte przede wszystkim dzięki lepszemu dostosowaniu podaży do oczekiwań nabywców oraz obniżeniu cen i wprowadzeniu działań promocyjnych. W większości miast średnie ceny nowo wprowadzonych do sprzedaży i pozostających w ofercie lokali zmalały, a spadek wyrażony w procentach dla sześciu miast łącznie wyniósł ok. 5,7 proc. Wobec inflacji bliskiej 5 proc. oznacza to znaczny spadek cen realnych. Jednocześnie trzeba zauważyć, że klimat na rynku zmieniał się w ciągu roku. O ile w pierwszej połowie niezła sprzedaż zachęcała niektórych deweloperów do niewielkich podwyżek cen i wprowadzenia droższych inwestycji, o tyle w drugiej połowie rynek stał się o wiele bardziej konkurencyjny, a obniżkom cen towarzyszyło wprowadzanie dodatkowych promocji, takich jak np. miejsce w garażu czy wykończenie kuchni w cenie mieszkania.

W konsekwencji, mimo znaczącego wzrostu liczby transakcji, wartość zawartych w ciągu roku umów wzrosła stosunkowo niewiele. Dla sześciu rynków łącznie wzrost wyniósł ok. 3,6 proc., przy czym w przypadku Warszawy i Wrocławia wzrost był bliski 3-4 proc., w Trójmieście i Krakowie na poziomie 9 proc., zaś w Poznaniu i Łodzi miał miejsce zauważalny spadek wartości rynku.

Nie ulega jednak wątpliwości, że sprzedaż przypadająca na przeciętny projekt inwestycyjny zmniejsza się z kwartału na kwartał już od dłuższego czasu. Przekłada się to na coraz większe zróżnicowanie sytuacji w poszczególnych firmach deweloperskich: w jednych sprzedaż utrzymuje się na dotychczasowym poziomie, zaś w innych znacznie spada, powodując zagrożenie dla płynności finansowej. Rynek staje się coraz bardziej konkurencyjny, można spodziewać się nie tylko dalszej rywalizacji w zakresie cen, ale także większej elastyczności w zakresie warunków płatności dla nabywców.

Podsumowując, po raz kolejny rynek mieszkaniowy w Polsce znajduje się w sytuacji, w której uczestnicy rynku mają na jego przyszłość dużo mniejszy wpływ niż czynniki zupełnie od nich niezależne i trudno przewidywalne. Jednak dla rynku, który dobrze poradził sobie z zaskakującym kryzysem w 2009 roku, rok 2012 z pewnością nie będzie oznaczał końca świata.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 3

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (3)

  • Gość: setu

    Oceniono 5 razy 3

    UWAGA!!! REAS i inne podobne podmioty to potencjalni oszuści, więcej na stronach KNF:
    http://www.knf.gov.pl/o_nas/komunikaty/Komunikat_w_sprawie_doradcow_finansowych.htm

    Okazuje się, że doradcy finansowi, to osoby także jedynie po podstawówce bez wykształcenia finansowego tylko zawodówce, do tego nie liczy się dla nich interes klienta, mają natomiast prowizję od sprzedaży jak najdroższego kredytu i mieszkania.

    Radzę przeczytać komunikat KNF i wyciągnąć wnioski!!!!!!

    Radzę sprawdzić autorów artykułów podobnych, gdyż oszustwo jest wysoce prawdopodobne (mogą je pisać np. piekarze, blacharze etc..).

  • Gość: obywatel

    Oceniono 5 razy 3

    "uczestnicy rynku mają na jego przyszłość dużo mniejszy wpływ niż czynniki zupełnie od nich niezależne i trudno przewidywalne" za założymy się? Od kiedy to w kapitalizmie konsumenci nie mają wpływu na rynek? Ktoś nie słyszał o krzywych popytu i podaży a artykuły smaruje. Ale podziwiam odporność psychiczną - wszyscy się z pana, panie Kazimierzu śmieją, a pan dalej swoje głupoty. Ale to trzeba być zdesperowanym...

  • maxgazeta.pl

    Oceniono 6 razy 2

    Reas i Kirejczyk i juz wiemy ze przeczytamy kolejny stek bzdur.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX