Jej projekt posłowie Platformy wnieśli do Sejmu zaledwie trzy tygodnie temu, a już odbyło się pierwsze czytanie. Zgodnie z oczekiwaniami projekt trafił do dalszej obróbki w podkomisji. Aldona Młyńczak z PO deklaruje, że zrobi wszystko, by prace legislacyjne zakończyły się jeszcze w tej kadencji parlamentu.
Zgodnie z projektem deweloperzy i spółdzielnie nie będą mogły żądać od klientów finansowania budowy, dopóki nie zapewnią im ochrony. Chodzi o to, aby w przypadku niepowodzenia inwestycji klienci nie stracili powierzonych deweloperowi pieniędzy.
W grę wchodziłyby trzy możliwości, z których firma musiałaby zaproponować jedną: rachunek powierniczy zamknięty, rachunek powierniczy otwarty z umową ubezpieczeniową oraz rachunek powierniczy otwarty z
gwarancją bankową.
W pierwszym przypadku deweloper mógłby sięgnąć po wpłacane przez klientów pieniądze dopiero po zawarciu aktu notarialnego przenoszącego własność
mieszkania. A to oznacza, że deweloper musiałby sfinansować budowę samodzielnie lub za pomocą kredytu.
Z kolei w przypadku rachunku otwartego bank wypłacałby deweloperowi gromadzone na nim pieniądze klientów w miarę postępu robót. Bank musiałby kontrolować każdy z etapów przedsięwzięcia, np. czy przebiega zgodnie z harmonogramem. Dodatkowo klient ma być chroniony ubezpieczeniem lub gwarancją bankową. Gdyby deweloper zbankrutował lub nie wywiązał się z terminu zakończenia inwestycji (dopuszczalny byłby 60-dniowy poślizg), bank lub ubezpieczyciel zwróciłby klientowi wszystkie wpłacone przez niego na rachunek pieniądze.
Związek Banków Polskich najpewniej zaproponuje posłom złagodzenie tego wymogu, bo mógłby on wyeliminować z rynku mniejszye firmy. Rzecz w tym, by nie musiały one przedstawiać ubezpieczenia lub gwarancji, dopóki wpłaty klientów nie przekroczyłyby np. 20 proc. ceny mieszkania. Zwykle takiej przedsprzedaży mieszkań wymagają bowiem od deweloperów banki przed zawarciem z nimi umowy kredytowej.
Bardzo dużo krytycznych uwag przedstawił natomiast Polski Związek Firm Deweloperskich (PZFD). Według eksperta związku Jacka Bieleckiego polisa ubezpieczeniowa powinna być osobnym rodzajem zabezpieczenia wpłat klientów. W dodatku niewymaganym przy rachunku otwartym. Poza tym ustawa powinna dopuszczać także inne niż bankowe formy kontroli dewelopera. Bielecki uważa, że mogłyby się tym zajmować wyspecjalizowane instytucje lub nawet notariusze. - W końcu banki same nie kontrolują budowy, tylko powierzają to wyspecjalizowanym firmom, są więc w praktyce pośrednikiem nieponoszącym w projekcie ustawy żadnej odpowiedzialności i ryzyka - wyjaśnia ekspert PZFD. I dodaje, że dywersyfikacja podmiotów kontrolujących, jak deweloper wydaje pieniądze swoich klientów, obniżyłoby koszty tego typu nadzoru.
Deweloperom nie podoba się też m.in. zakres informacji o sobie i o inwestycji, jakie musieliby podać w specjalnym prospekcie. Zdaniem Bieleckiego są w projekcie wymogi wręcz absurdalne. np. dołączenie do prospektu projektu architektoniczno-budowlanego przedsięwzięcia. - To często kilka grubych tomów - wyjaśnia Bielecki. Zapewnia jednak, że PZFD popiera idę ustawy, która regulowałaby relacje między firmami deweloperskimi i ich klientami. - Jednak należy poszukiwać takich rozwiązań, które z jednej strony zabezpieczą osoby inwestujące w powstające dopiero mieszkania, z drugiej nie obciążą działalności deweloperskiej zbyt wysokim ryzykiem - mówi Bielecki.