Sposób na kryzys: własna firma
Ireneusz Dańko, Kraków; Joanna Blewąska, Łódź
2009-10-06, ostatnia aktualizacja 2009-10-06 12:51
Bezrobotni masowo zakładają firmy. W pośredniaku już brakuje pieniędzy na dotacje
ZOBACZ TAKŻE
- Od gwiazdek w łazience do wystroju loftów (26-02-10, 14:28)
- Bogacz po polsku. Co mają i czemu się ukrywają? (05-10-09, 14:00)
- Polacy uciekają przed bezrobociem na swoje (05-10-09, 01:00)
- Jak blondynka zakładała działalność gospodarczą (01-10-09, 13:56)
- Wielka ucieczka z ZUS: tysiące osób legalnie nie płaci składek (24-09-09, 07:00)
- Mimo kryzysu polskie firmy nie załamują rąk (24-09-09, 21:49)
- Mnóstwo osób pyta nas o środki na uruchomienie własnej działalności gospodarczej. Nie ma dnia, żeby nie wpłynęło kilka wniosków - mówi Maria Dziubanowska, kierownik działu instrumentów rynku pracy sądeckiego urzędu pracy.
W 2009 r. sądecki urząd pracy otrzymał na samozatrudnienie bezrobotnych prawie 5 mln zł. To o ponad jedną trzecią więcej niż w poprzednim roku. Większość pieniędzy już dawno rozdysponował. Obecnie na dotacje do biznesu idą już środki z rezerw wojewódzkiej i ministerialnej.
Kto spełnia wymogi, a nie dostanie teraz dotacji, może ubiegać się o nią w przyszłym roku
Jednorazową pomoc finansową dla bezrobotnych chcącym założyć własną firmę dostać można w urzędach pracy w całym kraju.
Pomoc dostępna jest od kilku lat. W tym roku pośredniaki przeżywają jednak oblężenie .
Lawina wniosków o pieniądze na firmę ruszyła, gdy rozpoczęły się zwolnienia grupowe. W Nowym Sączu do pośredniaka zgłosiła się m.in. spora część byłych pracowników spółki Newag (naprawa taboru kolejowego) i Optimusa. Podobnie w innych regionach Polski.
Biznes w serwisie
Krzysztof Pawłowski, od pół roku właściciel firmy komputerowej: - Wcześniej na etacie pracowałem osiem godzin i do domu. Teraz non stop gdzieś jeżdżę. Bywa, że i w nocy wykonuję jakieś zlecenie, bo klient chce mieć sprawny sprzęt na rano.
Etat stracił na początku roku. Był jednym z najdłużej zatrudnionych w firmie komputerowej Optimus. Gdy dostał wypowiedzenie, natychmiast zarejestrował się jako bezrobotny i wystąpił o urzędową dotację. Jako absolwent zarządzania i marketingu nie miał problemów z wypełnieniem wniosku. Dostał ponad 18 tys. zł, za które - dokładając oszczędności - kupił sprzęt i oprogramowanie. Praca w optimusowskim serwisie pozwoliła mu nawiązać kontakty z potencjalnymi zleceniodawcami. To zaprocentowało, gdy poszedłem na swoje.
Na brak zleceń nie narzeka. Zajmuje się tym, co robił wcześniej na etacie. Naprawa komputerów, konfigurowanie oprogramowania.
- Kokosów nie zarabiam, ale wychodzę lepiej niż w Optimusie. Czuję, że się rozwijam - dodaje
Salon groomerski
Do września Urząd Pracy w Nowym Sączu otrzymał 312 wniosków od bezrobotnych o dotacje na otwarcie firmy. To prawie tyle samo, co w całym zeszłym roku. Większość wnioskodawców, z którymi podpisano umowy, otrzymała maksymalne wsparcie finansowe, tj. sześciokrotność przeciętnego wynagrodzenia (obecnie - 18,4 tys. zł). Warunkiem było wydatkowanie pieniędzy na wyposażenie firmy.
Bezrobotni otrzymują dotacje, o ile wcześniej nie prowadzili działalności gospodarczej i nie korzystali z podobnej pomocy. Przed formalnym wystąpieniem o pieniądze wypełniają szczegółową ankietę, którą urząd zamieścił na swej stronie internetowej. Do końca sierpnia zrobiły to już 422 osoby, niemal dwa razy tyle, co w 2008 r.! Na podstawie ankiet urzędnicy dokonują wstępnej selekcji. Kto nie posiada odpowiedniej wiedzy do prowadzenia firmy, musi ukończyć bezpłatny kursy przedsiębiorczości. Dopiero wtedy może złożyć wniosek o pieniądze.
- Z początku bałam się, czy sobie poradzę. Nigdy nie prowadziłam przecież żadnej firmy - wspomina Małgorzata Kociołek-Kmak z Nowego Sącza.
Od pół roku prowadzi "salon piękności dla zwierząt". Zakład pod nazwą Puszek otworzyła w małej przybudówce niedaleko osiedla, na którym mieszka z pięcioletnim synkiem. Wcześniej, choć skończyła technikum weterynaryjne, pracowała kilkanaście lat w hurtowni farmaceutycznej i sklepie spożywczo-przemysłowym. Gdy wylądowała na bezrobociu, zapisała się ma dwutygodniowy kurs groomerski (pielęgnacji zwierząt) w Krakowie. Zajęcia opłacił pośredniak. Dzień w dzień po osiem godzin uczyła się, jak strzyc, kąpać, czesać domowe zwierzęta.
Dyplom ukończenia kursu groomerskiego wisi na ścianie w zakładzie. Wewnątrz czysto i schludnie. Część toalety zajmuje wanna do mycia czworonogów. W centrum "salonu" stoją dwa stoły do strzyżenia małych i dużych psów. Każdy ze specjalną dźwignią do podnoszenia zwierząt. To najpoważniejszy zakup sfinansowany z urzędowej dotacji. Na regałach i w szafkach piętrzą się psie i kocie kosmetyki, ubranka, suszarki i maszynki do strzyżenia.
W 80-tysięcznym Nowym Sączu działa kilka podobnych salonów, ale pani Małgorzata nie narzeka na brak klientów. Swoje reklamówki roznosi do sklepów i przychodni weterynaryjnych. Zamieszcza też ogłoszenia w lokalnych portalach internetowych.
- Pierwsi klienci przyszli zaraz po otwarciu salonu. Gołym okiem widać, że ludzie coraz bardziej dbają o swoje zwierzęta. Nie tylko te rasowe psy, ale także kundelki trafiają do mnie - zauważa.
Ceny usług - jak zapewnia - skalkulowała na możliwie najniższym poziomie. Za mycie ze strzyżeniem niedużego czworonoga bierze 60-70 zł, sama kąpiel kosztuje 20 ("obcinanie pazurów i czyszczenie uszu w cenie"). Na telefon jeździ do domów właścicieli psów i kotów, aby na miejscu wykonać zamówioną usługę. Bywa, że kursuje od rana do nocy. Ale jest zadowolona. - Dzięki kryzysowi robię wreszcie to, co lubię - mówi.
W 2009 r. sądecki urząd pracy otrzymał na samozatrudnienie bezrobotnych prawie 5 mln zł. To o ponad jedną trzecią więcej niż w poprzednim roku. Większość pieniędzy już dawno rozdysponował. Obecnie na dotacje do biznesu idą już środki z rezerw wojewódzkiej i ministerialnej.
Kto spełnia wymogi, a nie dostanie teraz dotacji, może ubiegać się o nią w przyszłym roku
Jednorazową pomoc finansową dla bezrobotnych chcącym założyć własną firmę dostać można w urzędach pracy w całym kraju.
Pomoc dostępna jest od kilku lat. W tym roku pośredniaki przeżywają jednak oblężenie .
Lawina wniosków o pieniądze na firmę ruszyła, gdy rozpoczęły się zwolnienia grupowe. W Nowym Sączu do pośredniaka zgłosiła się m.in. spora część byłych pracowników spółki Newag (naprawa taboru kolejowego) i Optimusa. Podobnie w innych regionach Polski.
Biznes w serwisie
Krzysztof Pawłowski, od pół roku właściciel firmy komputerowej: - Wcześniej na etacie pracowałem osiem godzin i do domu. Teraz non stop gdzieś jeżdżę. Bywa, że i w nocy wykonuję jakieś zlecenie, bo klient chce mieć sprawny sprzęt na rano.
Etat stracił na początku roku. Był jednym z najdłużej zatrudnionych w firmie komputerowej Optimus. Gdy dostał wypowiedzenie, natychmiast zarejestrował się jako bezrobotny i wystąpił o urzędową dotację. Jako absolwent zarządzania i marketingu nie miał problemów z wypełnieniem wniosku. Dostał ponad 18 tys. zł, za które - dokładając oszczędności - kupił sprzęt i oprogramowanie. Praca w optimusowskim serwisie pozwoliła mu nawiązać kontakty z potencjalnymi zleceniodawcami. To zaprocentowało, gdy poszedłem na swoje.
Na brak zleceń nie narzeka. Zajmuje się tym, co robił wcześniej na etacie. Naprawa komputerów, konfigurowanie oprogramowania.
- Kokosów nie zarabiam, ale wychodzę lepiej niż w Optimusie. Czuję, że się rozwijam - dodaje
Salon groomerski
Do września Urząd Pracy w Nowym Sączu otrzymał 312 wniosków od bezrobotnych o dotacje na otwarcie firmy. To prawie tyle samo, co w całym zeszłym roku. Większość wnioskodawców, z którymi podpisano umowy, otrzymała maksymalne wsparcie finansowe, tj. sześciokrotność przeciętnego wynagrodzenia (obecnie - 18,4 tys. zł). Warunkiem było wydatkowanie pieniędzy na wyposażenie firmy.
Bezrobotni otrzymują dotacje, o ile wcześniej nie prowadzili działalności gospodarczej i nie korzystali z podobnej pomocy. Przed formalnym wystąpieniem o pieniądze wypełniają szczegółową ankietę, którą urząd zamieścił na swej stronie internetowej. Do końca sierpnia zrobiły to już 422 osoby, niemal dwa razy tyle, co w 2008 r.! Na podstawie ankiet urzędnicy dokonują wstępnej selekcji. Kto nie posiada odpowiedniej wiedzy do prowadzenia firmy, musi ukończyć bezpłatny kursy przedsiębiorczości. Dopiero wtedy może złożyć wniosek o pieniądze.
- Z początku bałam się, czy sobie poradzę. Nigdy nie prowadziłam przecież żadnej firmy - wspomina Małgorzata Kociołek-Kmak z Nowego Sącza.
Od pół roku prowadzi "salon piękności dla zwierząt". Zakład pod nazwą Puszek otworzyła w małej przybudówce niedaleko osiedla, na którym mieszka z pięcioletnim synkiem. Wcześniej, choć skończyła technikum weterynaryjne, pracowała kilkanaście lat w hurtowni farmaceutycznej i sklepie spożywczo-przemysłowym. Gdy wylądowała na bezrobociu, zapisała się ma dwutygodniowy kurs groomerski (pielęgnacji zwierząt) w Krakowie. Zajęcia opłacił pośredniak. Dzień w dzień po osiem godzin uczyła się, jak strzyc, kąpać, czesać domowe zwierzęta.
Dyplom ukończenia kursu groomerskiego wisi na ścianie w zakładzie. Wewnątrz czysto i schludnie. Część toalety zajmuje wanna do mycia czworonogów. W centrum "salonu" stoją dwa stoły do strzyżenia małych i dużych psów. Każdy ze specjalną dźwignią do podnoszenia zwierząt. To najpoważniejszy zakup sfinansowany z urzędowej dotacji. Na regałach i w szafkach piętrzą się psie i kocie kosmetyki, ubranka, suszarki i maszynki do strzyżenia.
W 80-tysięcznym Nowym Sączu działa kilka podobnych salonów, ale pani Małgorzata nie narzeka na brak klientów. Swoje reklamówki roznosi do sklepów i przychodni weterynaryjnych. Zamieszcza też ogłoszenia w lokalnych portalach internetowych.
- Pierwsi klienci przyszli zaraz po otwarciu salonu. Gołym okiem widać, że ludzie coraz bardziej dbają o swoje zwierzęta. Nie tylko te rasowe psy, ale także kundelki trafiają do mnie - zauważa.
Ceny usług - jak zapewnia - skalkulowała na możliwie najniższym poziomie. Za mycie ze strzyżeniem niedużego czworonoga bierze 60-70 zł, sama kąpiel kosztuje 20 ("obcinanie pazurów i czyszczenie uszu w cenie"). Na telefon jeździ do domów właścicieli psów i kotów, aby na miejscu wykonać zamówioną usługę. Bywa, że kursuje od rana do nocy. Ale jest zadowolona. - Dzięki kryzysowi robię wreszcie to, co lubię - mówi.
Źródło: Mój Biznes
1
2
następne »
Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?
Zamów newsletter!
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
3.6
22 głosy
Przeczytaj 40 komentarzy na Forum
Wyborcza.biz poleca
KOBIETA SUKCESU

Ma 30 lat i zarządza majątkiem wartym 2 mld zł
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

W Play Fresh stan darmowy... nie jest darmowy
Edukacja w finansach





więcej zdjęć




