Biznes Ludzie Pieniądze

Zajmij pozycję w sieci

Tomasz Grynkiewicz, Sylwia Śmigiel
2009-04-08, ostatnia aktualizacja 2009-04-08 14:21

Dziś dla wielu klientów wyszukiwarka Google stała się swoistą bramą do zakupów. - Czego tam nie ma, nie istnieje - takie powiedzenie krąży wśród internautów. Jak więc zaistnieć w najpopularniejszej wyszukiwarce świata?

ZOBACZ TAKŻE
Gdy do wyszukiwarki Google wpiszemy hasło "odtwarzacze mp3", wyświetli się nam aż ponad 4,5 mln wyników. Tyle wyszukiwarka znajduje stron internetowych, które w jakikolwiek sposób związane są z odtwarzaczami (głównie to sklepy albo fora internetowe). Ale w grze jest praktycznie tylko dziesięć z nich. Te, które jako pierwsze wyświetlają się na stronie Google.

Dlaczego? Bo jak wynika z wielu badań, tylko nieliczni internauci zaglądają na drugą stronę (gdzie wyświetla się kolejnych 10 firm). Na trzecią, czwartą czy dziesiątą stronę, nie zagląda już prawie nikt. A to ma swoje przełożenie na ruch w biznesie. - Nie wyobrażam sobie, by prowadzić sklep internetowy, a nie być widocznym w Google - mówi krótko Paweł Krysiak, właściciel sklepu internetowego Masala.com.pl z przyprawami i kulinarnymi dodatkami. Aż 70 proc. klientów przychodzi o jego sklepu właśnie z wyszukiwarki, wpisując np. "papryka" czy "sushi".

Gdy w 2005 r. Krysiak uruchamiał sklep, dziennie po dwie-trzy godziny spędzał na - fachowo mówiąc - pozycjonowaniu.

Na czym polega pozycjonowanie? W skrócie: na zapewnieniu sobie jak najwyższej pozycji w wyszukiwarce Google. Krysiak dbał więc o to, by do jego strony linkowali inni, dbał też o to, by była w miarę czytelna i by na jego stronie pojawiały się hasła, którymi chciał przyciągać klientów. Efekty jego pracy? Na hasło "masala" jego sklep wyskakuje na pierwszym miejscu, na "sushi" - na siódmym miejscu, a "przyprawy" - to miejsce dziewiąte. Krysiak zaznacza jednak, że są słowa, o które trudno walczyć, bo jest duża konkurencja i wtedy odpuszcza, koncentrując się tylko na wybranych.

Kto w ogóle decyduje, która strona wyskoczy jako pierwsza np. na słowo "kafelki", a która jako dwudziesta na hasło "ubranka dla niemowląt"? Automat, a konkretnie algorytmy wyszukiwarek internetowych. Jak działają i na co zwracają uwagę, wie tylko Google i trzyma to w tajemnicy. Jednak ogólne zasady są mniej lub bardziej znane.

Ważne jest:

* ile stron do nas linkuje - Google wyszło bowiem z założenia, ze im więcej linków do strony, tym bardziej jest ceniona przez internautów;

* jakie strony do nas linkują (Google ma specjalny ranking, tzw. PageRank - im wyższy, tym cenniejszy jest link z takiej strony);

* popularność strony (ilu internautów ją odwiedza i jak często);

* budowa i treść witryny (strona nie może być niechlujnie skonstruowana, a treść powinna odpowiadać zapytaniom klientów).

Co potrzeba, by samemu zająć się pozycjonowaniem? - Wystarczy trochę wiedzy o budowie stron internetowych, treść strony, która zainteresuje internautów i jej promocja - przekonuje Wojciech Kuroczycki, współzałożyciel spółki one99 prowadzącej kilka serwisów, m.in. Kumulator.pl. Wskazówki można znaleźć w bogatej literaturze dostępnej w księgarniach (szukaj pod hasłami "optymalizacja", "pozycjonowanie" etc.). Także w internecie znajdziemy mnóstwo porad. Sam Google podpowiada, jak poprawiać rzeczy na witrynie: warto zajrzeć na stronę www.google.com/webmasters/tools/ (trzeba uprzednio założyć bezpłatne konto). Ale nie wszyscy czują się na siłach, by samemu dbać o pozycję w Google.

- Mamy tyle spraw na głowie, że nie jesteśmy w stanie zajmować się pozycjonowaniem, zresztą nie znamy się na tym - przyznaje Magdalena Beyer, właścicielka firmy fridge by yDe sprzedającej kosmetyki według własnych receptur w sklepie w Warszawie (można je też zamówić na stronie internetowej). Pół roku temu do Beyer zadzwoniła firma i zaproponowała zajęcie się pozycjonowaniem. Beyer wybrała siedem słów kluczowych - m.in. "kosmetyki naturalne". To hasła, na które chce pojawiać się na pierwszej stronie. Na razie na pierwszej stronie w Google jej nie widać, ale właścicielka fridge by yDe dała firmie pozycjonującej dziewięć miesięcy, by zobaczyć efekty jej pracy. Bo pozycjonowanie - co podkreślają wszyscy nasi rozmówcy - to stała, żmudna praca, a nie jednorazowy wystrzał.

Firm zajmujących się poprawianiem miejsca w rankingu wyszukiwarki jest na pęczki. Wystarczy w wyszukiwarce - a jakże - wpisać hasło "pozycjonowanie". Stałego cennika nie ma - za wypromowanie na hasło kluczowe na pierwszej stronie można zapłacić kilkaset złotych. Za pozycjonowanie można jednak zapłacić też nawet kilka czy kilkanaście tysięcy złotych.

Wszystko zależy od tego, jaka jest konkurencja, ile stron i na ile słów kluczowych chcemy wypromować.

Jeśli zdecydujemy się na wynajęcie firmy, warto się chwilę zastanowić przed wyborem oferty.

Na pewno warto zadzwonić do kilku firm, poprosić o oferty i zapytać, jak zamierzają poprawić widoczność naszej strony w wyszukiwarce. - Przy wyborze oferty idealnie byłoby mieć wsparcie ze strony zaufanej osoby, która np. samodzielnie wypozycjonowała własny serwis - mówi Łukasz Łuczak, szef spółki Weblify tworzącej projekty internetowe dla firm. Bo wówczas może pomóc zweryfikować ofertę zarówno pod kątem jakości, jak i ceny. - Widziałem już oferty, które były nieprzyzwoicie drogie w stosunku do nakładu pracy firmy pozycjonującej - dodaje Łuczak.

Opinie o firmach pozycjonujących warto też prześledzić na forach internetowych.

Na bank należy się wystrzegać ofert, które wprost mówią np.: "w ciągu miesiąca zapewnimy ci pierwsze czy drugie miejsce w wynikach wyszukiwania". - Wysoce prawdopodobne jest wtedy, że firma stosuje metody, które wyszukiwarki potraktują jako nieuczciwe - przestrzega Wojciech Kuroczycki.

Chodzi np. o narzędzia, które sztucznie podwyższają ranking strony w wyszukiwarkach (firmy stosują np. tzw. farmy linków albo na dzień dobry wrzucają link do naszej strony na kilkudziesięciu stronach internetowych). Rezultat takich działań może być opłakany - w najgorszym scenariuszu Google w ogóle usunie nas na jakiś czas z wyszukiwarki. O tym decydują automaty - działają wedle ściśle określonych algorytmów i wyłapują np. nagły wzrost liczby linków prowadzących do naszej strony czy nawet niecodzienny wzrost zainteresowania daną stroną.

Kuroczycki doświadczył tego na własnej skórze. O jednym serwisie w tym samym czasie napisało kilka popularnych stron internetowych, w tym Gazeta.pl. I ciach, Google wyrzuciło serwis z indeksu. - Prawdopodobnie w związku z nagłym i znacznym wzrostem zainteresowania serwisem zostało to zakwalifikowane jako nieuczciwe działania pozycjonujące - mówi przedsiębiorca. - Na szczęście jakieś trzy dni po zawiadomieniu Google o pomyłce strona wróciła z powrotem do indeksu.

Jeżeli jednak ktoś stosowałby niedozwolone techniki pozycjonujące, przywrócenie do wyszukiwarki może potrwać naprawdę długo. Nie warto tego robić - dodaje Kuroczycki.

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4

1 głos