Biznes Ludzie Pieniądze

Od gwiazdek w łazience do wystroju loftów

Aleksandra Lewińska
2010-02-26, ostatnia aktualizacja 2010-02-26 14:28

Ludzie coraz częściej wolą zapłacić fachowcowi za projekt aranżacji salonu, niż robić to samemu - mówi Maja Studzińska, właścicielka bydgoskiej firmy Fly Design, projektantka wnętrz

ZOBACZ TAKŻE


Aleksandra Lewińska: Skąd pomysł na własny biznes?

Maja Studzińska: - Miałam trzynaście lat, gdy zaaranżowałam pierwsze wnętrze. Wzięłam się do odnawiania łazienki. Pomalowałam ściany na wrzosowo w białe gwiazdki.

Podobało się?

- To była tragedia (śmiech). Mama była przerażona. Moje gwiazdki przetrwały tylko kilka miesięcy, bo łazience i tak był potrzebny generalny remont. Później, pod koniec liceum, uznałam, że zdołam sama odświeżyć swój pokój. Zedrę tapety, pomaluję, łatwizna - myślałam. Bardzo się pomyliłam. Blok z wielkiej płyty, tynk się sypał. Miesiąc walczyłam. Szlifowałam, kładłam gładzie, malowałam. Ale wyszło ślicznie.

Z czasem zaczęłam remontować nie tylko u siebie. Gdy znajomi nie mogli się zdecydować, co chcą w prezencie ślubnym, powiedziałam: macie brzydką kuchnię. Upiększę ją. I moja aranżacja przetrwała do dziś. Chyba wtedy pierwszy raz pomyślałam, że mogłabym zarabiać, robiąc to, co lubię.

Wcześniej byłaś wokalistką nieistniejącego już zespołu soulowego Dezire.

- Ale wiedziałam, że muzyka to niestabilna branża i ciężko będzie się z tego utrzymać.

Uczyłaś się projektowania?

- Gdy już myślałam o własnym biznesie, zrobiłam dwuletnie studium z aranżacji wnętrz. Wiedziałam, że papier potwierdzający kwalifikacje dla przyszłych klientów będzie się liczył.

-Co ci dała szkoła?

- Nauczyłam się przede wszystkim rysunku. Z nim sobie kiepsko radziłam. Gdy wykładowca na pierwszych zajęciach poprosił: narysujcie coś, naszkicowałam ludzika - rączki jak patyczki, loczki, spódniczka. Gdy położyłam pracę obok rysunków innych studentów, płonęłam ze wstydu. Oni stworzyli realistyczne pejzaże, wnętrza. Jak kończyłam szkołę, rysowałam już podobnie. Uczyliśmy się też instalacji, budownictwa, ergonomii. Strasznie ciekawe to wszystko, choć wiele spraw nie było dla mnie nowością. Nigdy nie piszczałam, gdy trzeba było wymienić porcelanową głowicę w kranie, gniazdko czy włącznik. Nie wołałam taty, nie biegłam po chłopaka. Po prostu nie wierzyłam, że to trudne.

A rozkręcenie firmy było trudne?

- Ruszyłam z biznesem 2,5 roku temu. Miałam pomysł, nie potrzebowałam kosmicznych pieniędzy. Dostałam 12 tys. dotacji z pośredniaka i starczyło na wszystko. Kupiłam dobrego laptopa, porządny aparat fotograficzny. Zrobiłam stronę internetową, wydrukowałam wizytówki i ulotki.

Długo czekałaś na pierwszego klienta?

- Wcale. Włożyłam swoją wizytówkę do kilkudziesięciu internetowych baz firm. To bezpłatne. Umieściłam tylko podstawowe informacje. I dzień później zadzwonił telefon. Nie mogłam uwierzyć, byłam przekonana, że to znajomi robią mi żart.

Częściej projektujesz prywatne mieszkania czy biura i knajpy?

- Trochę więcej mam zleceń na domy, mieszkania, lofty. Choć oczywiście zgłaszają się też restauracje, puby, dyskoteki.

Przyjmujesz każde zlecenie?

- Nie, zdarza się, że odmawiam. Każdy projekt jest moją wizytówką. A nie pod wszystkim się podpiszę. Sidingu czy boazerii nie położę. Rezygnuję też, gdy widzę, że klient poprosił mnie o pomoc, ale i tak wszystko wie lepiej i właściwie to chce się po prostu ze mną kłócić. Głową w mur walić nie będę.

Źródło: Mój Biznes

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

3.1

45 głosów