Toczą z nimi nierówny bój o przywrócenie promocyjnej marży ich kredytów hipotecznych. Przypomnę w krótkich, żołnierskich słowach, że DNB – dziś działający już wyłącznie w bankowości korporacyjnej – ma na stanie portfel kredytów hipotecznych, których udzielił w czasach, gdy śnił o podbiciu polskiego rynku.

W 2015 r. norweski bank doszedł do wniosku, że część klientów nie przestrzega warunków, które uprawniają ich do promocyjnej, niższej marży kredytu. Te warunki to m.in. „wykręcenie” kartą kredytową wydaną przez bank określonych miesięcznych obrotów albo zapewnienie w każdym miesiącu określonych wpływów na konto. Zmiana marży oznaczała dla wielu klientów podwyższenie kosztu kredytu o kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Do gry wchodzi rzecznik

Część klientów – ci, którzy zostali ukarani za stosunkowo niewielkie niedociągnięcia (np. zasilili konto ostatniego dnia miesiąca, a bank zaksięgował wpłatę o dzień później) – zaczęła się burzyć. Bank najpierw oświadczył, że zasad trzeba przestrzegać, a potem pewnej części klientów ulżył, uwzględniając ich odwołania. Ale grupa co najmniej kilkudziesięciu klientów wciąż walczy o swoje za pośrednictwem prawników z warszawskiej kancelarii HMK.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej