W tym roku w sklepie internetowym hiszpańskiej sieci odzieżowej Zara wyprzedaż rozpoczęła się w drugi dzień świąt, od godz. 22, czyli kiedy sklepy były zamknięte. O promocjach trąbiły wszystkie serwisy modowe, a sieć od razu wyłączyła też w tym czasie odbiór zamówionych towarów w sklepach stacjonarnych. Nic dziwnego, zaraz po świętach podobna liczba klientów zaplanowała zakupy w stacjonarnych sklepach sieci.

– Dla mnie najgorszy w tych wyprzedażach jest chaos, brud, brak szacunku dla drogich ubrań, które leżą na podłodze, bo obsługa nie nadąża z porządkowaniem. A jeśli policzę, o ile te ubrania są przecenione, to lepiej kupić jedną rzecz mniej, ale w pierwotnej cenie, kiedy są czyste i nieporwane. To moim zdaniem pozorna oszczędność, bo rzadko kiedy przeceniają nowe kolekcje – mówi 33-letnia Justyna spod Radomia.

Dlatego czasem warto skorzystać ze sklepów internetowych. Taniej będzie bowiem nie tylko w centrach handlowych, ale też w internetowych sklepach odzieżowych, które pod swoim szyldem sprzedają różne marki. Choć te w tym roku bardziej skupiły się na tzw. Black Friday, to obecnie nadal wyprzedają z magazynów swoje zapasy. Obniżki nie są jednak tak imponujące jak w ubiegłych latach i do tej pory można zaoszczędzić co najwyżej 20 proc. pierwotnej ceny.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej