Uber, taksówka i autobus – wypad na miasto

Samodzielny przejazd dziecka do szkoły, na basen czy kurs językowy? Wypróbowaliśmy, na ile jest to możliwe w Krakowie. Wczesnym wieczorem zamawiamy Ubera dla 8-latka. W aplikacji komunikującej nas z kierowcą nie ma możliwości poinformowania go, że pasażerem będzie dziecko. Na nasze wezwanie odpowiada młody Ukrainiec, który pyta o wzrost naszego dżentelmena, zaznaczając, że odmówi przejazdu, jeśli chłopiec nie przekracza 135 cm wzrostu. Domyślamy się, że chodzi o konieczność posiadania fotelika, którego w samochodzie Ubera brakuje. Choć nasz mały pasażer specjalnego siedziska nie potrzebuje, rezygnujemy z przejazdu. Anulowanie w aplikacji kosztuje nas 10 zł.

Naszym doświadczeniem dzielimy się z rzeczniczką Ubera w Polsce Magdaleną Szulc. – Jeśli kierowca lub rodzic mają fotelik i obie strony decydują się na przejazd, z punktu widzenia przepisów ruchu drogowego nie ma ku temu przeciwwskazań. W regulaminie naszej firmy zastrzegliśmy jednak, że kierowcy – z powodów bezpieczeństwa – w ogóle nie powinni wozić nieletnich bez opieki – stwierdza.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej