To „za dużo” najczęściej pojawia się w sytuacjach, gdy udostępnimy nasze urządzenie dziecku, a ono zaczyna na nim grać w gry online. W takiej sytuacji rekomenduję przyjrzeć się ustawieniom bezpieczeństwa. Chodzi o to, by każdy zakup wymagał kodu PIN i by dziecko tego kodu nie znało i nie podpatrzyło.

„Moje dziecko poprosiło o 50 zł na zakup jakiegoś dodatku do gry. Kupiliśmy, dziecko się ucieszyło i zaczęło grać w najlepsze, ale… na tym się nie skończyło. Minęły dwa dni, gdy nagle dostaję SMS-a, w którym bank zapytuje mnie, czy to aby ja dokonuję płatności na kwotę 3,41 zł. Zaprzeczyłam i tym sposobem dowiedziałam się, że wcześniej podobnych transakcji było 21. Kwoty przeróżne, niektóre oscylujące w granicach 300 zł” – pisze do mnie czytelniczka.

Jak możecie się domyślać, po pierwszej transakcji – która przebiegła pod kontrolą mamy i była przez nią autoryzowana – nastąpiły kolejne. Dziecko bowiem spróbowało dokupić sobie kolejny gadżet do gry i ze zdziwieniem stwierdziło, że „skarbiec” się otworzył. Być może osesek nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że te rzeczy, które zamawia, kosztują. „Jak dają, to trzeba brać” – pomyślał jak każde dziecko owładnięte rządzą rozrywki.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej