Sprytne zakupy wcale nie oznaczają jak najtańsze. Bo z zakupu możliwie najtańszej wędliny (dobrze „ostrzykniętej”) czy równie taniego sera na wielkanocny stół (lub raczej – powiedzmy szczerze – wyrobu seropodobnego) może i jest pewna satysfakcja dla portfela, ale dla podniebienia już raczej wątpliwa.

Razem z Instytutem Badawczym ABR SESTA i Grupą AdRetail uznaliśmy, że to bez sensu. Święta mają być... odświętne. Trochę luksusowe. Trochę inne, pozwalające zapomnieć o prozie życia.

Dlatego poszliśmy na zakupy. Do naszego wielkanocnego koszyka wybieraliśmy produkty, które inni Polacy również najczęściej do niego wkładają. A więc te z promocji i raczej ze średniej lub wyższej półki. Dopiero gdy w sklepie nie było produktów markowych, wybieraliśmy tzw. marki własne sklepów (więcej na ten temat będzie za chwilę).

Niezły pasztet z tą sałatką

Nasze menu na wielkanocne śniadanie wygląda następująco: jajka w majonezie, jajka faszerowane oraz z te łososiem. Do tego karczek pieczony, boczek rolowany, schab pieczony ze śliwką, kiełbasa wiejska, domowy chrzan oraz ćwikła, galaretka z drobiu, barszcz biały, rzeżucha oraz sałatka jarzynowa.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej