Historię pana Henryka opisaliśmy w połowie marca. Pod koniec października 2017 r. jechał ze Słupska do Gdyni. Przez pomyłkę zamiast do pociągu SKM, na który miał bilet, wsiadł do pociągu TLK Intercity. Konduktor wypisał wezwanie do zapłaty na 28,84 zł. Pasażer miał dwa dni na jego opłacenie, choć w innym miejscu na wezwaniu widniał 21-dniowy termin płatności.

Mimo tej rozbieżności pan Henryk zrobił przelew drugiego dnia roboczego. Był przekonany, że to zamknie sprawę jazdy na gapę.

• PRZECZYTAJ TEŻ: Kupili mobilny internet w Play, czują się oszukani. Zasięgu brak, a muszą płacić 90 zł

Niestety, przelew został zaksięgowany dopiero następnego dnia. Za to spóźnienie kolej ukarała naszego czytelnika karą 640 zł. Złożył reklamację. „Nie moją intencją było oszukać PKP, o czym świadczy niezwłoczna wpłata. Nie jest dla mnie zrozumiałe, że PKP nie przyjmuje żadnych argumentów pasażerów” – pisał pan Henryk do PKP.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej