Majówka, komunie, a za chwilę wakacje. Wiadomo, że najlepiej i najtaniej przewidzieć i zaplanować je wcześniej lub zapobiegawczo odkładać co miesiąc niewielką kwotę, żeby w razie komunii siostrzeńca czy nieplanowanego wyjazdu na majówkę do Barcelony nie trzeba się zadłużać. Niestety, nie każdy z nas ma poduszkę finansową na niespodziewane (albo i trochę spodziewane) wydatki.

Co wtedy? Choć niewskazane jest zadłużanie się na cele czysto konsumpcyjne (telewizor, wakacje, prezenty) zamiast inwestycyjne (kursy językowe, szkolenia, dodatkowe studia), to jeśli już musimy to zrobić, róbmy to z głową i po najniższych możliwych kosztach.

Dlatego szerokim łukiem trzeba omijać firmy pożyczkowe. Większość takich ofert gwarantuje rzeczywistą roczną stopę oprocentowania wynoszącą nawet kilka tysięcy procent. A nawet jeśli skorzystamy z oferty promocyjnej (pożyczasz 2 tys. zł, po trzech tygodniach oddajesz 2 tys. zł), to bardzo często zdarza się, że po tym czasie wcale nie wyszliśmy z finansowego dołka. A wtedy trzeba rolować długi, a kolejna pożyczka już nie jest na tak dobrych warunkach. Mamy więc w pakiecie nie tylko dług, ale i odsetki  oraz ewentualnie opłaty za wydłużenie okresu kredytowania.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej