Objawy: poczucie wyższości nad ekspedientką, kelnerem czy pracownikiem biura obsługi klienta, przekonanie, że klient to rzeczywiście Pan, a obsługa ma być mu całkowicie uległa i podporządkowana jego zachciankom.

Pierwsze przypadki klientozy zdarzały się już w latach 90. poprzedniego wieku, kiedy niektórzy zaczynali zarabiać pieniądze. Według nich te pieniądze miały określać ich wartość. Teraz mamy już do czynienia z szerzącą się epidemią klientozy. Nazwę tego nowego zjawiska społecznego wymyślił Robert Krool, mentor, doradca biznesu.

Ile to może trwać?

W ubiegłym tygodniu wybrałam się do punktu Plusa w jednej z warszawskich galerii handlowych. Jak to bywa w soboty – dużo klientów. W Plusie kilkuosobowa kolejka. Trzy osoby obsługujące. I problem z trzecią z nich. Widać praktykantka. Pewnie zapędzona do pracy z klientami, bo trzeba było obsadzić wszystkie stanowiska. I jak to stażystka: trochę zestresowana, trochę nieporadna i być może nieco niedouczona. Za to miła i bardzo się starająca, by podołać obowiązkom. Naprzeciwko ciężki przypadek osoby zarażonej klientozą – pan po pięćdziesiątce, dobrze ubrany, zadbany, dobra woda kolońska i drogi zegarek.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej