Aleksandra po ślubie wystawiła swoją suknię na sprzedaż na portalu ogłoszeniowym OLX. Wyceniła przedmiot na 2,2 tys. zł i czekała na chętnych. Pojawili się niemal od razu. – Na moją skrzynkę mailową przyszła wiadomość pisana po angielsku od mężczyzny, który wyrażał duże zainteresowanie sukienką. Zapewniał, że cena mu odpowiada, ba, nawet więcej, w jednym z e-maili podał kwotę o 200 zł wyższą. Chciał niemal od razu dobić targu. Napisał, że po odbiór sukni zjawi się „agent”, a pieniądze za transakcję miałam otrzymać przelewem. Mężczyzna polecił mi, bym założyła konto na PayPalu, podając swoje dane, tak by on mógł później wykonać przelew – opowiada.

Bez negocjacji

Aleksandra, zadowolona, że trafił się kupiec, na początku w ogóle nie zwietrzyła podstępu.

– Wierzyłam, że dopnę transakcji, jak to kobieta chcąca sprzedać suknię i ciesząca się, że trafił się klient. Jeszcze taki bezproblemowy: szybko odpowiadał na wiadomości, akceptował cenę, nie był dociekliwy. Nie dziwiło mnie też, że to obcokrajowiec. Za granicą cena mojej sukni jest trzykrotnie wyższa, więc ogłoszenie faktycznie mogło być kuszące – mówi. Ziarno niepewności zasiał w niej jednak mąż.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej