Pan Patryk kupił w listopadzie 2017 roku w sklepie RTV Euro AGD w Gdyni smartfona Samsung S7. Zapłacił za niego niemal 2 tys. zł. Szybko jednak się okazało, że model miał wadę fabryczną  - telefon się zawieszał i nagrzewał do wysokich temperatur aż do całkowitego rozładowania baterii. W związku z tym w styczniu tego roku pan Patryk postanowił skorzystać z prawa do reklamacji. 

 – Jako że dbam o zakupione telefony w celu ich dalszej odsprzedaży, telefon poza śladami użytkowania, a mianowicie odciskami palców, nie miał żadnego uszkodzenia mechanicznego w postaci jakichkolwiek rys, zadrapań czy odprysków. Przy składaniu reklamacji w formularzu jest wyraźnie napisane, że aparat nie ma widocznych rys czy zadrapań. Zostały też wykonane na moją prośbę zdjęcia aparatu z każdej płaszczyzny – opowiada.  

Analiza nie potwierdza 

Serwis rozpatrzył reklamację pana Patryka regulaminowo - w niecałe dwa tygodnie. W telefonie wymieniono płytę główną urządzenia. – Czy usterka zniknęła? Nie mam pojęcia, ponieważ nie odebrałem smartfona – mówi pan Patryk. Jego zdaniem telefon wrócił z serwisu uszkodzony. Na jego powierzchni pojawiły się rysy, których, jak zapewnia pan Patryk, wcześniej nie było. – Poprosiłem o naprawę lub wymianę aparatu na nowy, wolny od uszkodzeń mechanicznych powstałych przecież nie z mojej winy. Miałem przecież formularz z opisem stanu urządzenia oraz zdjęcia zrobione przy sporządzaniu formularza reklamacji. Uzyskałem odpowiedź odmowną – mówi.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej