Łukasz z Poznania podobnie jak większość jego rówieśników zapisał się na kurs prawa jazdy, gdy tylko ukończył 18 lat. Opłacenie kursu i egzaminów miało być prezentem od rodziców. Szybko jednak okazało się, że to prezent nieco za drogi.

– Chyba nie nadaję się na kierowcę. Do egzaminu teoretycznego podchodziłem pięć razy, na szczęście udało się go w końcu zdać. Myślałem, że będzie już z górki, ale niestety, praktyka okazała się dla mnie nie do przeskoczenia. Zdawałem 10 razy i ani razu nie wyjechałem na miasto, wszystkie próby kończyły się na placu manewrowym. Rodzice na moje próby wydali łącznie 1550 zł, nie licząc kursu, który kosztował 1600 zł i dodatkowych szkoleń, które wykupiłem, mając nadzieję, że pomogą mi przejść przez egzamin praktyczny. W końcu powiedzieli „dość” – opowiada.

Dojrzeć do bycia kierowcą

Łukasz się poddał i na razie zrobił sobie przerwę, ale nie wyklucza, że jak zacznie zarabiać na swoje utrzymanie, jeszcze raz podejdzie do egzaminu.

Przerwę zrobiła sobie też Anna z Rzeszowa. Do egzaminu teoretycznego podchodziła trzy razy, ale z praktyką miała więcej problemów. Zdała dopiero podczas 15. próby.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej