Burgery, ramen, burrito czy tajskie lody. W food truckach dostaniemy już niemal każdy rodzaj jedzenia. Mobilna gastronomia przywędrowała do nas ze Stanów, gdzie "jadłobusy” od lat obsługują zabieganych pracowników budowy, fabryk i biurowców. Cel? Szybko i niskim kosztem zjeść coś w drodze do pracy albo w przerwie na lunch. Jak ten biznes wygląda od kuchni i czego nie widzi klient?

60 tys. złotych na start

Wydawałoby się, że food truck to gotowy przepis na łatwy biznes i duży zarobek – wystarczy samochód, pomysł na menu i ręce do gotowania.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej