Mamy taką sytuację: na zagranicznych wakacjach dochodzi do wypadku. Turysta ma polisę turystyczną wykupioną w jednym z towarzystw ubezpieczeniowych. Za leczenie płaci kartą i czeka na zwrot kosztów od ubezpieczalni. Pieniądze dostaje, ale nie pokrywają one w pełni poniesionych wydatków. I mimo to ubezpieczyciel postępuje zgodnie z prawem.

Jak to możliwe? Wystarczy, że turysta nie ma przy sobie gotówki. Albo karty wielowalutowej. Jeśli zapłaci polską debetówką lub kartą kredytową, a ma konto w banku, który każe sobie słono płacić za przewalutowanie pieniędzy, straci nawet kilkaset złotych.

Chorobowe ryzyko walutowe

Tak było w przypadku pana Jacka. Przed zagranicznym wyjazdem kupił polisę turystyczną. Wybrał taką z sumą ubezpieczenia na 100 tys. zł. Podczas wyjazdu zachorował i zgłosił się do lokalnej przychodni. Rachunek nasz czytelnik uregulował sam, płacąc kartą kredytową, a dopiero później zgłosił się do towarzystwa ubezpieczeniowego po refundację poniesionych kosztów. Z karty ściągnięto mu 5200 zł. Ubezpieczalnia oddała 4950 zł, twierdząc, że nie ponosi kosztów przewalutowania, które naliczył panu Jackowi bank.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej