Polacy uwielbiają oszczędzać w bankach. Giełdy się boją, a jeszcze bardziej po wypowiedziach polityków porównujących ją do kasyna. Towarzystwa funduszy inwestycyjnych cieszą się zainteresowaniem tylko bardziej doświadczonych oszczędzających. A ubezpieczalnie omijają szerokim łukiem po tym, gdy próbowały oskubać klientów, proponując im w zamian za lokaty ryzykowne i drogie polisy inwestycyjne, z których nie można było się wypisać. I choć w ostatnich latach coraz większą popularnością cieszą się mieszkania na wynajem, to jednak wciąż najbardziej ufamy bankom i tam lokujemy większość naszych nadwyżek finansowych.

Odkładanie całych swoich oszczędności na lokatach nie jest obecnie mądrym rozwiązaniem: biorąc pod uwagę inflację (2 proc.), rekordowo niskie stopy procentowe (referencyjna wynosi 1,5 proc.) oraz podatek od zysków kapitałowych (19 proc.), aby oszczędności nie traciły na wartości, trzeba wybrać lokatę oprocentowaną przynajmniej na 2,5 proc. A o taką łatwo nie jest.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej