Z roku na rok wodę pijemy coraz chętniej, choć - według lekarzy - nadal za mało. Z danych Banku BGŻ BNP Paribas wynika, że w 2016 roku było to średnio po 9,3 litra wody miesięcznie.

Mniej zrozumiałe jest to, że coraz częściej decydujemy się na wodę butelkowaną. Wypijamy jej statystycznie prawie 5 litrów miesięcznie, czyli tylko 4 litry z hakiem przypadają na kranówkę. No może nie do końca nie jest to niezrozumiałe, biorąc pod uwagę wszechobecne reklamy wody w butelkach i złą famę wciąż towarzyszącą wodzie z kranu.

Bo wielu z nas nadal ma w pamięci, że to, co płynie z kranu, śmierdzi chlorem. I nawet dziś, kiedy dzięki bardzo drogim inwestycjom (ok. 26 mld zł w latach 2004-20) w polskie wodociągi kranówka smakuje już dobrze, brakuje do niej zaufania.

Że jest wystarczająco dobra do picia przekonać trudno czasem nawet zagorzałych entuzjastów ruchu zero waste promującego ekologiczny styl życia ograniczający do minimum produkcję śmieci. A butelek po wodzie wśród nich oczywiście nie brakuje. I szybko nie zabraknie, bo wielu producentów mówi o wzroście sprzedaży wody na przykład w porównaniu ze słodkimi napojami. Firmy chętnie więc inwestują w rozwój tego pierwszego segmentu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej