Zaczynam od prowadzenia korepetycji z polskiego i matematyki, później dochodzi dorywcza opieka nad pewnym dwulatkiem. Banknot 50-złotowy, a czasem nawet stu(!)złotowy zaczyna gościć w moim portfelu coraz częściej.

Równie często też z niego znika i trafia do ręki sprzedawczyni w knajpie, kosmetyczki, a także osiedlowego cukiernika, bo bardzo lubię ciastka. 

Wreszcie, na pierwszym roku studiów, nadchodzi ona: pierwsza praca na umowę i regularnie wypłacana, czterocyfrowa pensja.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej