Nic tak mnie nie wnerwia wiosną każdego roku jak konieczność wypełniania deklaracji PIT. Trwa to góra ze 20 minut, a zabieram się do tego całymi dniami. Przypomina to zaplanowaną wizytę u stomatologa, gdzie ma być grane leczenie kanałowe.

I w tym podejściu nie jestem sam. Dla wielu osób PIT-37 to źródło cierpień.

W przyszłym roku te cierpienia znikną. Jest już projekt ustawy, który zakłada, że PIT wyśle się... sam. Przepisy w tej sprawie właśnie zaakceptował rząd Mateusza Morawieckiego i wysłał je do Sejmu.

Koniec z PiTu PiTu

Przygotowana przez skarbówkę deklaracja będzie czekała na portalu podatkowym, o czym podatnik zostanie uprzejmie poinformowany – dostanie wiadomość na swój adres e-mail bądź telefon. Elegancja Francja. Przy sporządzaniu takiego PIT-u skarbówka (w końcu!) ma korzystać z danych, które już ma, czyli ze złożonych w poprzednim roku zeznań podatkowych w zakresie wskazanych odliczeń i ulg (np. na dzieci) oraz od płatników (czytaj: firm, które Kowalskiego zatrudniają).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej