Przyznaję, że ta chęć nagłej nacjonalizacji drugiej co do wielkości - i co najważniejsze: niemieckiej - sieci na polskim rynku handlowym nieco mnie zaskoczyła.

Z drugiej strony taki narodowy, własny Lidl? O, to byłoby faktycznie piękne....Mam nawet nazwę: NARODOWA SIEĆ HANDLOWA.

Jak to zrobić?

Zakładam, że chodzi o bardziej cywilizowane rozwiązania niż odbicie sklepów na stadzie czołgów Leopard, kupionych zresztą w Niemczech, bo w Polsce większość tego, co jeździ, pochodzi z Niemiec. Nasze wojsko nie jest tutaj wyjątkiem.

Cywilizowane, czyli transakcję kupna-sprzedaży. Skoro Polska odzyskała banki i kupiła kolejkę na Kasprowy, to teoretycznie mogłaby wykupić od Dieter Schwarz Foundation całą Grupę Schwarz, czyli Lidla z Kauflandem. Obie sieci operują w 26 krajach. Faktycznie byłby to nie lada nabytek, gdybyśmy - dajmy na to - zaczęli we Francji w polskich sklepach uczyć miejscowych jeść nożem i widelcem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej