Bożena i Władysław Jaśkowscy (nazwisko i imiona zmienione) to klienci Idea Banku. – Zostaliśmy wkręceni w zakup obligacji upadającego windykatora – twierdzą.

Przez parę lat Jaśkowscy mieli lokaty na 3 proc. w Idea Banku. Długo opierali się namowom banku, by zmienić lokatę na inny rodzaj inwestowania, np. polisolokaty czy obligacje GetBacku. „Biorąc pod uwagę fakt klubowego charakteru inwestycji (bardzo ograniczona dostępność), wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom naszych klientów i umożliwiamy wykorzystanie środków będących już u nas w banku na lokatach bez utraty odsetek” – dostawali między innymi takie właśnie pełne zachęt maile. Pracował nad nimi także doradca banku Michał G.

Przedstawiał się jako etatowy pracownik banku, a klientów przyjmował w siedzibie Idea Banku.

Kupili, bo nie znali ryzyka

– Sama procedura takiego zakupu była bardzo prosta. Bank z naszej lokaty po prostu przelał pieniądze na zakup obligacji. Nas to nie zaniepokoiło, bo myśleliśmy, że zawieramy transakcję z naszym bankiem, a nie bankiem-pośrednikiem – wyjaśnia pani Bożena.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej