Teść umarł w poniedziałek, pogrzeb był przewidziany na piątek, wniosek o urlop czytelnik wypełnił w ponurym nastroju we wtorek.

Dziesięć minut później z działu kadr dostał wiadomość: „Bardzo proszę o dosłanie skanu aktu zgonu w celu potwierdzenia urlopu okolicznościowego”.

Czytelnikowi wydało się to dość szybkim, a właściwie zbyt szybkim działaniem jak na jego stargane nerwy. Dla pewności zapytał: ile jest na to czasu?

Odpowiedź? „Jak najszybciej, bez tego dokumentu nie możemy zaakceptować urlopu”.

Tu pana Pawła trafił szlag. Śmierć sprawa naturalna, ale delikatna. – Miałem niby pójść do znajdującej się w kompletnej rozpaczy żony i powiedzieć: słuchaj, bardzo mi przykro, ale wiesz, potrzebuję aktu zgonu, odezwij się do brata, który zajmował się pogrzebem, aby go przeskanował do nas – pyta czytelnik.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej