Pan Dariusz z Jaworzna w czerwcu 2016 roku zaniósł do oddziału banku Raiffeisen Polbank pożyczone w zastaw od kolegi pieniądze. Łącznie 83,9 tys. euro. – Przed przyjęciem i zaksięgowaniem wpłaty banknoty zostały sprawdzone pod względem autentyczności, a następnie dokonano przeliczenia wpłacanej sumy – opowiada pan Dariusz. Jak mówi, banknoty liczyli nie tylko pracownicy banku, ale i dyrektor oddziału. – Była to znaczna kwota, więc tłumaczono, że konieczne jest przeprowadzenie takiej weryfikacji. W mojej ocenie wydało się to uzasadnione, dawało to poczucie bezpieczeństwa, że wszystko zostanie dokładnie zweryfikowane – mówi pan Dariusz.

Fałszywki w obrocie

Po weryfikacji prawdziwości banknotów oraz ich dokładnym przeliczeniu suma pieniędzy została dopisana na rachunku bankowym pana Dariusza, on sam zaś otrzymał potwierdzenie wpłaty. Po trzech dniach bank jednak zablokował środki – całe 83,9 tys. euro. – Poinformowano mnie, że wpłacone przeze mnie banknoty zostały uznane za nieautentyczne. Ale proszę sobie wyobrazić, jak do tego stwierdzenia doszło. Bank wypłacił rzekomo wpłacone przeze mnie banknoty innemu klientowi i w toku transakcji dokonywanych przez tego klienta zorientowano się, że pieniądze, którymi się posługuje, są fałszywkami – opowiada pan Dariusz.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej