Krzysztof pochodzi z Sanoka, ale po maturze wyjechał na studia do Warszawy, i to z tym miastem zamierzał związać swoje życie. Plany pokrzyżowała Karolina, koleżanka z liceum. – Po studiach zacząłem pracę jako programista w korporacji, planowałem nawet kupno jakiegoś małego mieszkanka w stolicy. Ale w przerwie świąteczno-noworocznej zorganizowaliśmy spotkanie klasowe i to tam po latach odżyło dawne uczucie – mówi Krzysztof.

Karolina studiowała polonistykę w Krakowie i udało jej się zaczepić w jednym z krakowskich wydawnictw jako korektor, ale cały czas ciągnęło ją w rodzinne strony. – Nie wyobrażałam sobie życia ani w Krakowie, ani tym bardziej w Warszawie. To dla Krzysztofa i dzięki możliwości pracy zdalnej przeprowadziłam się do stolicy. Na próbę. Wytrzymałam dwa lata i powiedziałam, że wracam. Nie chodziło tylko o mnie, ale nie wyobrażałam sobie wychowywania tu dzieci. Przerażało mnie tempo życia, wyścig szczurów. Nie umiałam się tu odnaleźć. Chodziło też o koszty życia. Powiedziałam Krzysztofowi, że albo wraca ze mną, albo zostaje – opowiada. Oboje zdecydowali się wrócić i osiąść w okolicach rodzinnego miasta Karoliny – Leska.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej