Kierowca, który naprawia auto po stłuczce z polisy OC, może wybrać rozliczenie bezgotówkowe przez warsztat. Wstawia auto do warsztatu, a negocjacje dotyczące wysokości odszkodowania z ubezpieczycielem zostawia mechanikom. Jest też drugi sposób: wypłata odszkodowania na konto. Kierowca dostaje pieniądze na swoje konto i albo naprawia auto na własną rękę, albo wcale go nie naprawia.

W praktyce wszyscy są niezadowoleni. Klienci chcą płacić jak najniższe składki, ale później żądają bardzo szerokiej ochrony. Firmy ubezpieczeniowe obiecują niestworzone rzeczy, aby ich później nie dotrzymywać. A warsztaty samochodowe – dotyczy to zwłaszcza ASO – dyktują firmom ubezpieczeniowym kosmiczne wyceny. Ale gdy płaci za nie klient z własnej kieszeni, nagle spadają. I tak się to kręci.

Za wolność się płaci

– Od pewnego czasu PZU przy zwrocie kwoty za naprawę uszkodzonego pojazdu do warsztatu, który tej naprawy dokonał, potrąca 10 proc. ceny części wymienionych. Różnicę tę musi pokryć właściciel pojazdu, ponieważ warsztat domaga się oczywiście zwrotu pełnej kwoty naprawy – opowiada nam pani Aleksandra, klientka firmy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej