Nasza czytelniczka pani Sylwia (imię zmienione) wybrała się w zeszłym tygodniu na wykupioną w biurze podróży TUI wycieczkę do Tajlandii. W czasie jej urlopu rozpętała się jednak tropikalna burza Pabuk, która nawiedziła m.in. popularne wśród turystów kurorty na wyspach Ko Samui, Ko Phangan i Ko Tao, a także wyspę Phuket i prowincję Krabi. Przez Pabuka linie lotnicze odwoływały rejsy, wstrzymane były połączenia promowe. Wiatr powalał drzewa i zrywał dachy.

Ewakuacja na urlopie

Panią Sylwię Pabuk zastał, gdy przebywała z mężem na Phuket. Ale kolejnym etapem podróży miało być Ko Samui, gdzie akurat wtedy znajdowało się epicentrum burzy.

"Ludzie byli tam ewakuowani do schronów, armia monitorowała plaże, a turyści opuszczali wyspę" - relacjonuje nam w mailu pani Sylwia. Kiedy zaniepokoiły ją ostrzeżenie pogodowe, skontaktowała się z rezydentem TUI. Ten jednak powiedział, że nie ma przeciwwskazań, by lecieć na Ko Samui. "Twierdził, że wakacje tam są bezpieczne i nie mogą nic dla nas zrobić" - pisze pani Sylwia. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej