Pracowałem z nim od dawna. Był sumienny, solidny, jak powiedział, tak i zrobił, zawsze można było na nim polegać. Sęk w tym, że Tomek był nudny i skąpy. Zwłaszcza ta cecha dawała znać o sobie. Mówiono, że jego młodsze dziecko bawi się tylko zabawkami odziedziczonymi po starszym, donasza też te same ubrania. Małżonkę, Agnieszkę, miał dokładnie taką samą.

Ową dwójcę, która nie budziła specjalnej sympatii, charakteryzowała jeszcze jedna cecha: maniackie polowanie na okazje. Tu potrafili być twórczy. Jako pierwsi odkryli Groupona i to zaraz po swoim ślubie. Portale aukcyjne i porównywarki cenowe były ich ukochanymi. Widziałem je kątem oka na ekranie Tomkowego monitora częściej niż portale newsowe.

Któregoś dnia przyszedł do mnie bardzo wzburzony. Było to akurat w sezonie urlopowym, miał nawet wyraźną opaleniznę, więc nieco się zdziwiłem.

- Ten kraj schodzi na psy! – oświadczył gromko. – Wszyscy kłamią i nie ma za to kary!

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej