Co ta formalna zmiana oznacza dla klientów? Status banku oznacza, że powierzone Revolutowi środki będą objęte bankowym systemem gwarantowania depozytów. Oczywiście można się zastanawiać, jaka jest rzeczywista wartość takiej gwarancji i czy system gwarantowania depozytów Litwy, która ma niecałe 3 mln mieszkańców, w praktyce poradziłby sobie z ewentualnym bankructwem instytucji obsługującej klientów z całej UE.

Poza tym z dnia na dzień nie wydarzy się nic spektakularnego. W nieco dalszej przyszłości można się natomiast spodziewać poszerzenia oferty o usługi depozytowe, pożyczkowe oraz o platformę do zakupu akcji. Na to jednak klienci w Polsce będą musieli jeszcze chwilę poczekać. Trudno też już dziś spekulować, jak dokładnie będą wyglądały te usługi i czy Revolut powalczy o to, by stać się uniwersalnym bankiem pierwszego wyboru.

W komunikacie prasowym Revolut poinformował, że formalności związane z uruchomieniem działalności na innych rynkach unijnych rozpocznie w ciągu trzech-sześciu miesięcy od uzyskania licencji (zgodnie z zasadą tzw. jednego paszportu instytucja, która uzyska prawo do świadczenia usług bankowych na jednym rynku, może je świadczyć także na pozostałych rynkach bez konieczności starania się o dalsze licencje; wystarczy, że formalnie powiadomi władze kraju przyjmującego o chęci świadczenia w nim usług). Nowy bank w pierwszej kolejności planuje wejście na rynek brytyjski, francuski, niemiecki i właśnie polski.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej