Niczego nie kupujemy tyle, ile jedzenia - średnio 3 kg dziennie. Wydajemy na nie aż jedną czwartą budżetu domowego. Ale często się zdarza, że żywność nie spełnia naszych oczekiwań.

Na przykład pani Patrycja kupiła w automacie ze słodyczami w zakładzie pracy czekoladowy batonik. Po rozpakowaniu okazało się, że pokrywa go dziwny nalot, a i kształt nie odpowiada fabrycznemu, więc przynajmniej raz kompletnie się rozpłynął. Wysłała zdjęcie batonika do dostawcy słodyczy i problemu nie było - przy okazji kolejnej dostawy oddano jej pieniądze.

Innym razem miała mniej szczęścia. Próbowała zareklamować w sieci handlowej suszone śliwki, które w zamkniętym opakowaniu spleśniały, mimo że data ważności nie została przekroczona. Ale sklep reklamacji nie przyjął. 

W takiej sytuacji konsument najczęściej odpuszcza - żywność jest tania, więc większość z nas nie chce zawracać sobie głowy sporem z producentem. 

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej