Pojawiają się trzy pakiety do wyboru: jedne z sumą ubezpieczenia kosztów leczenia na 160 tys. zł, drugi na 180 tys. zł, trzeci na 200 tys. zł, ten ostatni rekomendowany.

Na co wystarczy 200 tys. zł? Pomoże w razie zatrucia czy skręconej kostki. Na pewno nie wystarczy na leczenie udaru mózgu w Argentynie czy leczenie po poważnym wypadku komunikacyjnym w Australii. W takich przypadkach koszty mogą sięgnąć nawet miliona złotych. Dostrzegam, że sumy ubezpieczenia można modyfikować, ale moja radość jest przedwczesna. Owszem, można je zmieniać, ale tylko w dół.

Idę na kolejnego towarzystwa. Tu lepiej. Wyszukiwarka sugeruje, żebym się ubezpieczyła na 500 tys. zł, ale kolejna pułapka. Komputer pyta, czy będę uprawiać sporty ekstremalne. Jeśli tak, to też można mieć ochronę, ale kosztuje ona o 200-300 proc. więcej. Które sporty są ekstremalne? Trzeba sprawdzić w ogólnych warunkach ubezpieczenia (OWU). Definicja mówi, że są to sporty uprawiane w celu osiągnięcia maksymalnych wrażeń związanych z dodatkową aktywnością fizyczną zagrażającą życiu i zdrowiu, do którego zalicza się wymienione dyscypliny. Mieszczą się tam wyprawy do miejsc charakteryzujących się ekstremalnymi warunkami klimatycznymi lub przyrodniczymi typu pustynia, góry powyżej 3200 m n.p.m. i dżungla.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej