Do ubezpieczyciela zgłosił się syn 85-letniej kobiety. Jak twierdził, jego matka jechała rowerem do sklepu, kiedy uderzył w nią fiat 126p. Kobieta upadła, doznając rozległych urazów kończyn. Niby nic dziwnego, gdyby nie to, że to był luty, a w dniu, kiedy miało dojść do zdarzenia, nawierzchnia była bardzo oblodzona. Rowerem nie sposób było po niej jechać. Syn podał czterech świadków zdarzenia. Każdy, choć trzymał się głównej wersji, nieco inaczej przedstawiał wypadek. Od razu było wiadomo, że sprawa nie jest tak oczywista, na jaką wygląda. Ostatecznie zdecydowały dane ze szpitala. Okazało się, że kobieta doznała urazu kończyn kilka dni przed wskazaną datą zdarzenia.

Spadła z krzesła tak nieszczęśliwie, że była hospitalizowana. Syn przyznał, że na pomysł wyłudzenia odszkodowania wpadł wspólnie z kolegami. Chcieli mieć środki na alkohol. Zapewniał, że kocha mamę, przepraszał.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej