Justyna na jednym z portali ogłoszeniowych kupiła kilka używanych ubrań. – Jakaś dziewczyna robiła wyprzedaż szafy, po dość okazyjnych cenach sprzedawała markowe ubrania, pomyślałam, dlaczego nie, i zdecydowałam się na kupno kilku rzeczy. Za trzy sukienki i trzy bluzki zapłaciłam 200 zł. Przyszły dość szybko, ale się okazało, że nie leżą najlepiej. Cóż, spakowałam je do pudełka i napisałam do dziewczyny, od której je kupiłam, że jednak nie jestem zadowolona z zakupów i chcę je zwrócić. Jej odpowiedź mnie totalnie zaskoczyła – opowiada.

Sprzedawczyni napisała Justynie, że towar, owszem, może wysłać, ale na zwrot pieniędzy liczyć nie może.

– Napisała, że nie prowadzi działalności gospodarczej, jest prywatną osobą i żadne 14-dniowe terminy na zwrot jej nie obowiązują – opowiada.

Justyna zaczęła czytać o swoich prawach w internecie i okazało się, że osoba, która sprzedała jej ubrania, ma rację. – Zostałam z ubraniami, których nie będę nosić. Nie pozostaje mi nic innego, jak wystawić je na sprzedaż. Może uda mi się odzyskać choć część pieniędzy – mówi.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej