Przypadek 1. Pan K. miał 2 lipca stłuczkę z winy innego kierowcy. Tego samego dnia zgłosił drogą elektroniczną szkodę do ubezpieczyciela. Sześć dni później pełnomocnik pana K. skontaktował się z ubezpieczycielem, chcąc się dowiedzieć, na jakim etapie jest sprawa i kiedy można się spodziewać oględzin auta. Po tym nacisku oględziny, owszem, nastąpiły 9 lipca. Od dnia uszkodzenia samochodu do dnia naprawy poszkodowany wynajmował pojazd zastępczy. Ubezpieczyciel jednak... nie uznał czasu najmu od 2 do 8 lipca, gdyż jego zdaniem dopiero 8 lipca otrzymał zgłoszenie szkody.

Przypadek 2. Audi A4, rok produkcji 2013, należące do pana J., zostało uszkodzone w kolizji. Ubezpieczyciel uznał, że szkoda jest częściowa, czyli koszty naprawy nie przekroczą wartości samochodu przed szkodą. W kalkulacji kosztów naprawy zastosował stawkę za roboczogodzinę w wysokości 49 zł netto. Pan J. przedstawił kosztorys naprawy przygotowany przez rzeczoznawcę, gdzie przy założeniu „stawki średnie rynkowe” przyjęto stawkę za roboczogodzinę w wysokości 100 zł netto. Towarzystwo nie chciało uznać wyższej stawki, mimo że w Gdańsku, gdzie mieszkał poszkodowany, naprawa za 49 zł za roboczogodzinę jest niewykonalna.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej