Więc z rezygnacją patrzę na to, jak mokre już na zawsze miesza się z suchym i traci szanse na jakikolwiek recykling. Pani, wychodząc, mruga do mnie porozumiewawczo okiem. - Ach, te ekogłupoty - prawie słyszę jej myśli i jestem pewna, że jej zdanie podziela wielu moich współpracowników. 

Formalnie przecież wszystko jest w porządku. Administracja postawiła i opisała dwa wielkie kosze, a nawet załączyła obrazki, żeby każdy zorientował się, gdzie wrzucić zużyty ręcznik papierowy, a gdzie plastikową butelkę. Ale i pani sprzątająca, i wielu użytkowników kuchni z jakiegoś powodu ma to gdzieś.

Można by powiedzieć: it’s not rocket science. W jednym koszu opakowania - również brudne, ale opróżnione - i inne suche odpady (np. kartki), a w drugim to, co suche nie jest. Dwa pojemniki. Proste? Wydawałoby się, że tak. A jednak nie: koleżanka na diecie pudełkowej zużyte opakowanie ciska do kosza na mokre, mimo że kosz na suche miał załączone zdjęcie z dosłownie identycznym pudełkiem oraz strzałkę. Plotkująca grupka fusy po kawie i herbaciane szczury wrzuca wprost do opakowań, a butelkę po detox smoothie - do zmieszanych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej