„Nie dostanę urlopu”, „Afryka mnie nie kręci”, „Wolę jechać w przyszłym miesiącu” - każdy z nas słyszał setki podobnych reakcji, próbując namówić kogoś na wspólny wyjazd. Wielu w takich przypadkach rezygnuje z wymarzonej podróży albo dopasowuje swoje plany do preferencji innych. Ale bezkompromisowych osób, które mimo chwilowego braku potencjalnych kompanów do podróży i tak się na nią wybierają, przybywa.

Grupa świadomie wybierających podróżowanie w pojedynkę także rośnie. Nie trzeba się nikomu podporządkowywać i łatwiej chłonąć kulturę miejsca, które odwiedzamy. Z drugiej strony taki wyjazd to nie lada wyzwanie i sporo potencjalnych ryzyk. Jak wystrzegać się niebezpieczeństw i nie stracić fortuny na solo travel? Podpowiedzą m.in. wprawieni podróżnicy.

  • Napisz do nas! Interwencje@wyborcza.biz

Podróż w pojedynkę, ceny jak za dwójkę

- Wyzwania samotnej podróży są proporcjonalne do wieku osób, które się na nią decydują - uważa Mariusz Piotrowski, podróżnik, szef działu publicystyka w portalu Fly4free.pl. - Na studiach nie przeszkadzało mi nocowanie w ośmioosobowym pokoju w obskurnym hostelu. Mało tego, miało to same zalety, bo można było poznać wielu ludzi z całego świata. Z wiekiem jednak człowiek zaczyna mieć nieco wyższe wymagania, i to już może stanowić pewien problem - przyznaje.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej