Sprawy Kacpra i Sebastiana miały miejsce w różnym czasie i dotyczą różnych miast, ale łączy je ta sama wypożyczalnia aut – Green Motion. Kacper skorzystał z usług wypożyczalni w ubiegłym roku na lotnisku Ławica w Poznaniu.

– Przy wypożyczaniu auta dokładnie obejrzałem je z pracownikiem i nanieśliśmy dodatkowe, nawet minimalne uszkodzenia na protokół. Podczas korzystania z auta nie miałem żadnych problemów, auto było w dobrym stanie, niczego też nie uszkodziłem – wspomina.

W związku z tym, że oddawał brudny samochód, wypożyczalnia poinformowała go, że porównanie auta z tym, co zapisane jest w protokole, nastąpi dopiero po umyciu samochodu. Już na drugi dzień Kacper otrzymał e-maila z informacją, że na samochodzie znaleziono kilka rys, których wcześniej nie było. Łącznie wypożyczalnia wystawiła za te uszkodzenia rachunek na ponad 1 tys. euro, czyli ponad 4 tys. zł Uratowało go dodatkowe ubezpieczenie, które wykupił.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej